O rok więcej…

 

Rok.. minął rok od chwili, kiedy się dowiedziałam, że będę musiała kolejny raz podjąć walkę. Dziwne uczucie, bo to radość okryta peleryną niepewności…To tak, jak wejść na szczyt, który pogrążony jest we mgle i nie widać jak z niego zejść…Nie można też zostać i  podziwiać widoków…A chciałoby się na nim pozostać już na zawsze, tylko   przecież to niemożliwe. Niemożliwe potrzebuje czasu…Nie pytam ile go jeszcze mam, nikt ubrany w biały kitel też mi tego nie mówi. Czasem tylko widzę uciekający wzrok, a terminy omawiane to tylko te z wyprzedzeniem 3-miesięcznym. Dalej jakby nie istniało…A we mnie bunt i plany i cele…i to co pod zamkniętymi powiekami…

Jedno prawie się spełniło…przegadane, przechodzone ,a pod stopami gorący piasek…Jeszcze gdyby tak …przetańczone…ale to mam obiecane 🙂

Myśli rozbiegane…naznaczone śmiercią…Dzieci straciły dziadka, mąż ojca…Jedno serce nie wytrzymało ,a tyle serc pogrążonych w smutku…

A życie wciąż biegnie…bo dla niego to normalne ,że radość przeplata się ze smutkiem.

Więc, mimo wszystko kolejny dzień witam z uśmiechem…a żegnam, dziękując…

Reklamy