Przyzwolenie…

Nie jestem aż tak naiwna, by oczekiwać, że na imprezie z okazji „osiemnastki” nie będzie alkoholu. W końcu pełnoletność obliguje do skosztowania zakazanego owocu 😉 Można już legalnie, w imię prawa upić się, i najwyżej karą będzie ogromny kac na drugi dzień. To, że zaproszeni goście, często jeszcze niepełnoletni, przynoszą różne flaszeczki w prezencie …też słyszałam, ale na wiadomość, iż sami rodzice na tę okoliczność  zakupili Jubilatowi 20 sztuk butelek wódki, to szczerze mówiąc, przeżyłam szok. Bawić się ma 30. dzieciaków…Piszę dzieciaków, bo nikt przecież w jedną noc nie staje się nagle dorosłym…

 Jeden sezon 18. mam już za sobą…Tuśki sezon, i nie przypominam sobie by była na takiej imprezie, gdzie alkohol  lał się strumieniami i to z różnych źródeł…Ba, często imprezy były w lokalu, w środku tygodnia i na drugi dzień prawie wszyscy wstawali i szli do szkoły. Kto chciał się upić, to mógł to zrobić, ale już  na własny rachunek, bo w lokalu fundowane były tylko  dwa piwa na głowę 😉 A Jubilat nie dostawał w prezencie alkoholu tylko porządne składkowe prezenty …Wiem, nie wszystkie imprezy tak wyglądają…nie wszyscy się upijają i nie wszyscy są  „aniołkami” …Młodzież jest różnorodna, taka co potrafi się bawić bez nadużywania trunków, i taka co to musi się zwyczajnie napić. Misiek właśnie jest na tej imprezie, gdzie morze alkoholu płynie…Zapewnione przez samych rodziców. Nie jest pełnoletni, więc…zobaczymy, jak wróci …Choć ja mu ufam, ale…szczerze mówiąc, gdyby to nie była impreza syna dobrych znajomych, to miałabym obiekcje z puszczeniem Go. A pewnie, gdyby to nie był Jego najlepszy kolega stąd, sam by nie poszedł. Może pomyślicie, że powiało hipokryzją, bo w końcu nikt pić nie mus,i nawet jeśli pod nos ma podane. Owszem…ale  w tym przypadku, oprócz zachęty jest przyzwolenie  na Wielkie Picie. I o to przyzwolenie mi chodzi, o idący sygnał od rodziców młodego człowieka, że teraz synu masz 18. lat, więc możesz w każdej ilości…Może się  mylę, ale tak to odbieram. Nie jestem naiwna, więc wiem, że młodzież zaczyna często dużo wcześniej niż to dozwolone. Tak było kiedyś, jest teraz i tak będzie zawsze. Może kiedyś tylko było trudniej o alkohol, który teraz  wszechobecny  jest wszędzie. Jednak ja nie wyobrażam sobie bym kiedykolwiek i z jakiejkolwiek okazji, dawała tak wyraźne przyzwolenie i sygnał swoim dzieciom do picia…do Wielkiego Picia…

Reklamy

Święto radości..

      Przyjechały z uśmiechem na ustach i  winem własnej roboty. Bezalkoholowym jak to stwierdziła jedna z nich, gdy druga powiedziała, że jest ono z samych działkowych owoców 😉 Trzecia się tylko zaśmiała, a ja przyniosłam kieliszki. Ciasto z zaprzyjaźnionej piekarni  i owoce z mojego ogrodu( no dobra truskawki z teściowej ) już stały na stole. Głośny i radosny śmiech rozniósł się po wszystkich zakamarkach  domu. Z każdą upływającą godziną było go więcej i więcej, aż do bólu brzucha i łez płynących ciurkiem. ŚMIECH…spontaniczny, zdrowy ponad wszystko. Zajadając  i popijając wspominałyśmy  czasy szkolne, przegadałyśmy nasze  dzieci i naszych mężów i bawiłyśmy się cudownie. A nasz śmiech rozbrzmiewał na całą wieś, gdy przeniosłyśmy się  na taras i wciąż  śmiałyśmy się do rozpuku. Do tej pory w takiej konfiguracji spotykałyśmy się  przeważnie w lokalu w Dużym Mieście. Ostatnio miesiąc temu. Szkolne koleżanki… teraz przyjechały do mnie .Jedna z nich po raz pierwszy…O przyjaźni już tu pisałam tak wiele, bo dla mnie wiele ona znaczy. Nie mam rodzeństwa, więc to osoby, które dane mi było spotkać na swej drodze, w różnych momentach mojego życia są dla mnie najbliższe. A One to bliskie mi osoby, z którymi spotykam się w różnym odstępie czasu i w różnych okolicznościach. Nieważne jak długo się nie widzimy i co  przez ten czas się wydarzy, ale gdy się spotkamy, jest tak, jakbyśmy dopiero wstały od wspólnego stołu… Humory zawsze dopisują…  nawet wtedy, kiedy przychodziły do mieszkania moich rodziców, a ja po szpitalu, leżąc w łóżku miałam tylko  na tyle siły, by je słuchać…  Ich obecność stawiała mnie do pionu…Kiedy po leczeniu i otrzymaniu wyników napisałam do jednej z nich, otrzymałam w odpowiedzi:

„… moja kochana…,,ach ,nawet nie wiesz, jaką mi dziś sprawiłaś radość, największą na świecie. To taka dobra wiadomość ,obiecaj mi jedno, że będziesz dbać o siebie, tyle jeszcze rzeczy musisz zobaczyć ,tyle muzyki wysłuchać ,tyle dobrego życia przed Tobą, och jak dobrze że od razu do mnie napisałaś .Cały czas o Tobie myślę ,i nie tylko ja, tych ludzi myślących o Tobie jest cała masa…”

 I to prawda, bo i tu dzięki blogowi poczułam bliskość i przyjaźń nie jednej z Was.  Maile, telefony i najpiękniejsze co mogło mnie spotkać … wizyta –niespodzianka…

 I gdy dziewczyny na drugi dzień wsiadły do samochodu, by odjechać, a ja im machałam na pożegnanie, to sobie pomyślałam, że jestem szczęściarą niesamowitą…Że wokół mnie tyle przyjaznych osób,  których wsparcie odczuwam każdego dnia. Życie bez zaprzyjaźnionych, życzliwych, serdecznych osób  byłoby  życiem niepełnym. Rodzina choć najważniejsza, nie jest w stanie wypełnić je tak do końca… Nie każdy bliskich ma przy sobie, często dzielą ich od nas tysiące kilometrów. I wtedy pomocna, przyjazna dłoń koleżanki, przyjaciela, życzliwość sąsiedzka jest  wspaniałą rzeczą, jaką nas spotyka. Bo człowiek nie powinien być sam…wtedy gdy dusza mu śpiewa czy łka…Bo wtedy i śmiech głośniejszy i radośniejszy i łzy mniej słone są…

A to dla  Was…świeże i pachnące…

                                                                     „truskawki radości” i nie tylko 😉
Dziś jest co świętować…Wolność i obalenie komunizmu jak dla mnie przynajmniej o rok za późno przyszły…Nie byłabym tu w tym miejscu teraz…Czasem żałuję, ale nauczyłam się cenić, to co  mam…
 
smacznego 😉