Gdy trzeba prosić się o pieniądze…

Unikam sklepów samoobsługowych- rzuciła uwagę w moją stronę mieszając nerwowo kawę.
Dlaczego?- pytam się- Przecież wygodniej jest przejść się między półkami, wszystko wziąć do ręki, obejrzeć dokładnie…Pewnie chodzi Ci o to, że za dużo do koszyka wrzuca się niepotrzebnych rzeczy– domyślam się
No właśnie– odpowiada-ale nie tylko. W sklepie z obsługującą ekspedientką mogę zawsze poprosić, żeby podsumowała ile mi już wyszło…głupio tak później przy kasie odkładać rzeczy, gdy brakuje pieniędzy w portfelu…

Fakt głupio, pomyślałam sobie, szczególnie gdy w portfelu 30 zł i ani grosza więcej. Codziennie taką sumę dostaje na zakupy od męża, czasem tylko wykłóci się o więcej. To On zarabia, więc On trzyma kasę, a Jej po prostu wydziela. Podziwiam Ją, że przez tyle lat potrafi tak funkcjonować. Ja bym tak nie umiała. I nie chodzi tu o kwotę i totalne skąpstwo Jej męża dobrze zresztą zarabiającego, tylko sam fakt poniżenia, gdy codziennie trzeba prosić lub wykłócać się o dodatkowe fundusze by dom mógł wciąż funkcjonować. Nie potrafiłabym …ale chyba też żyć z takim człowiekiem, który nie ma do mnie zaufania. Taki model mi nie odpowiada, choć wiem, że w małżeństwie różne rozwiązania finansowe funkcjonują. Jednak pod warunkiem, że obie strony model taki a nie inny akceptują. Gdy jednak jedna osoba czuje się delikatnie mówiąc niekomfortowo, to trzeba szukać kompromisowego rozwiązania. Ja w takim związku gdzie pieniądze są wydzielane, gdzie jest się codziennie kontrolowaną, nie czułabym się bezpieczna. Nawet wtedy, gdy miałabym pracę i swoje fundusze. Nie dzielę moje-twoje, kasa jest wspólna, jak i to wszystko czego się razem dorobiliśmy. Nie potrafiłabym inaczej…

Reklamy