Idą święta…

Tradycyjna Pani Domowa już co najmniej od tygodnia pierze, sprząta i myje wszystko wkoło. A sen z jej powiek spędzają potrawy wielkanocne. Bo stół w święta to najważniejsza rzecz, przy nim rodzina zasiada cała. Przeważnie bywa tak, że Tradycyjnej Pani Domu nikt nie pomaga, więc im bliżej świąt bywa coraz bardziej zmęczona i sfrustrowana. Ale nie odpuszcza sobie, bo jakby to wyglądało, bez pucowania ścierką, bez wygotowywania, bez tego całego przedświątecznego zaganiania.
I tak przynajmniej w wielu domach jest dwa razy do roku…
A tu wiosna buchnęła za oknem, i nic nie zmieni tego, nawet, jeśli to okno ciut zakurzone jest. Słońce świeci, cieplejszy wieje wiatr, pąki na drzewach puszczają i zapach, zapach który o tej porze najcudowniejszy jest. Wiem co mówię, bo wczoraj byłam w lesie, a właściwie byliśmy razem z mężem. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz właśnie tak razem, choć las pod bokiem jest. Ale jak to w życiu bywa, bliżej było coś innego, zawsze coś pilnego…O nie, teraz sama czy z Nim postanowione, kilka razy w tygodniu choć półgodzinny spacer musi być i już…

A w sobotę byłam na ślubie…No i się wzruszyłam, bo to taki piękny czas gdy dwoje sobie przysięga miłość, wierność i że nie opuści…Pięknie razem wyglądali…

Więc moje Tradycyjne Panie Domu, i te trochę mniej tradycyjne, znajdzie czas w tym gorącym okresie by się zatrzymać i poczuć tę wiosnę…By pachniała kwieciem, wiatrem i miłością a nie tylko…pastą do podłogi….

Wiosna przecież.

Święta …i tak się odbędą….