Kryzys ???

Kryzys, jaki kryzys, pomyślałam, gdy niefortunnie znalazłam się w Centrum Handlowym w dniu świątecznym (?), jakim jest chyba  wciąż  niedziela. Nie chęć zakupów, a głód mnie tam przygnał. Byłam  w pobliżu, wraz z Miśkiem i mężem , więc padło na to miejsce. Powinniśmy już wiać stamtąd, gdy na parkingu podziemnym brakło miejsca. Nogi zapas chciałam dać, jak zobaczyłam te tłumy z torebeczkami, torbami snujące się wszystkimi ścieżkami między sklepami. Windą  dotarliśmy na trzecie piętro, gdzie jest  część restauracyjna, a tam  po raz drugi już chciałam zrezygnować, szczególnie że miejsc nie było siedzących. Za nim jednak mąż do nas dotarł ( po zaparkowaniu), coś się zwolniło. Oklapłam na krzesło, Misiek trzeciego szukał. A ja zaczęłam obserwować. Kolejki  wszędzie, do każdej kuchni, a najbardziej oblegana Pizza Hut…Ludzie jedzący nawet na stojąco. Hałas, tłok…Skąd tu tyle ludzi, wyprzedaże się skończyły, nikt za darmo też niczego nie daje…więc? Niedziela, niedziela mamuś, odpowiada Misiek. Fakt, ja w niedzielę w takich miejscach nie bywam.. Ani w soboty też nie. Nie lubię tłoku, a zjeść też lubię bardziej komfortowo. Ale jak widzę, społeczeństwu to nie przeszkadza…Tak zabija czas  całymi czasem rodzinami, opróżniając swe portfele. Jasne, że są i tacy ,którzy w tygodniu nie mają czasu na zakupy. Ale tych akurat jest naprawdę mało. I choć wiedziałam, że mnóstwo osób właśnie tak spędza swój niedzielny czas, to szczęka mi opadła na ten widok. Nijak mający się do kryzysu ;))

 

 

 

Reklamy