Uzimowiona…

Uzimowiona jestem totalnie…Już się zaczęłam zastanawiać, czy ta biel wszechobecna nie działa na mnie depresyjnie. Wszak moich kolorem jest zieleń, a tu wciąż sypie i sypie. Białe, puchowe pelerynki przykryły iglaki i tylko gdzieniegdzie widać zielone igły lub listki ostrokrzewu. Kiedy już sama wygrzebię się spod ciepłej, bezpiecznej kołderki, to siedzę w fotelu i gapię się bezmyślnie, jak coraz więcej i więcej tej bieli przybywa. Gdybym chociaż mogła się tą zimą nacieszyć, wyjść na dłuższy spacer albo chociaż gdzieś pojechać…sama. O kuligu i ognisku nawet nie wspomnę…ech omija mnie wszystko. Więc tym bardziej pragnę, żeby już było cieplej i wiosennie…Bez obaw, że zmarznę i się przeziębię. Tuśka wróciła z gór i ze wstrętem oznajmiła, że ma dość śniegu, szczególnie w takich ilościach…Kilka upadków już zaliczyła w drodze na uczelnię, a na nartach ani razu się Jej nie przytrafiło 😉 Zima jest wprawdzie bajeczna, szczególnie tu na wsi, gdzie drogi niesypane, las w zasięgu oka…ale strasznie monotonna. Gdyby tak można wziąć farby i pędzel…Nie żałowałabym zieleni w różnych odcieniach, żółci i niebieskiego nieba…

A zwiastun już jest, bo „wypluły się ptasyska ” jak kiedyś mały Misiek powiedział. Całe 13 sztuk, żółte i nie tylko, czyli…?