Silna baba jestem !

Nie od dziś wiadomo, że kobieta, to ta silniejsza płeć. Więcej zniesie, szczególnie w chorobie…swojej własnej ale i członka rodziny też. Odkąd Misiek ma to całe ustrojstwo na nodze, a rany się nie goją, bo trudno by się goiły, gdy codziennie od ponad miesiąca 1 milimetr przybywa- w oczach mojego męża widzę wielką panikę. Już trzy razy gnał te 120 km z synkiem, bo uważał, że tak nie powinno być, choć ja uspokajałam, że nic złego się nie dzieje- nic o czym lekarz by nie uprzedził. Wyszło na moje. I żeby chociaż Go to uspokoiło…a gdzie tam. Stwierdził, że lekarze w ogóle nie mają podejścia do pacjenta ; )Codziennie przy zmianie opatrunków, czyli kilka razy dziennie musi pomóc Miśkowi, bo choć ten sam daje sobie znakomicie radę, jest jedno miejsce z trudnym dla Niego dostępem. Więc chodzi ten mój MĘŻCZYZNA z obolałą miną, z przerażeniem w oczach i słowami, że już nie może, a przecież On ma dwie zdrowe nogi! No a teraz jeszcze przypałętała się ropna angina z wysoką temperaturą. Ciocia -lekarz akurat nas wczoraj odwiedziła. Tego się nie da opisać. To już zbyt wielki ciężar spadł na mojego małżonka. Choć nie On się z nią zmaga, ani z tym wielkim bólem nogi. Misiek trzyma się dzielnie, a ja się w duchu modlę, aby coś w końcu nie dopadło męża. Bo jednego fizycznie chorego faceta i drugiego strasznie się przejmującego, to w domu o tego jednego za dużo. Naprawdę. A już w ogóle nie wyobrażam sobie, aby jakieś choróbsko dopadło tego starszego. Wtedy pewnie i ja wysiądę i gdzieś się zaszyję. Bo ile można tłumaczyć, uspokajać i w końcu pocieszać? I wychodzi na to, że ja jestem tą mniej wrażliwą i czułą na ból 😉

Reklamy