Powrót do…

Kocham gwar, ludzi…dlatego często robię sobie nawet krótkie ucieczki z mojej -nie-mojej-wsi do mojego Dużego Miasta. To nic, że ponad setka kilometrów…Dlatego też na wypoczynek wybrałam nasze polskie morze. I wróciłam…zmęczona 😉 Fakt, to inne zmęczenie, fizyczne…Chyba się starzeje. Fale dały mi nieraz w twarz i po łbie, a wychodząc z morza ledwo trzymałam się na nogach  z obłędem w oczach szukając na piasku naszego kolorowego parawanu. Jeden przy drugim w odstępach milimetrowych…Dlatego wolałam siedzieć w wodzie…Bo turyści wolą się smażyć na słońcu…mało jest odważnych, no może prócz dzieci. Woda zimna przy pierwszym kontakcie, później wręcz gorąca się robi i nie chce się wychodzić. Tylko tam mogłam usłyszeć szum morza, zamiast rozmów z prawa, lewa, z przodu z tyłu, wrzasków i śmiechów. Brzegiem też było ciężko się przejść, by kogoś nie poturbować, więc jak szłam na spacer to już po kolana w wodzie 😉 Nie wspomnę o tym, co się działo na ulicach miasteczka, które takie kiedyś było spokojne 😉 Z lat mojego dzieciństwa, ba! nawet dzieciństwa moich dzieci, tego wczesnego 😉 Ale z gór mam doniesienia, że wcale lepiej nie jest…Tłumy, tłumy…Choć ja tam mam cichą bazę, taką mam nadzieje, bo gdy po latach pojechałam, szok przeżyłam, że dom już przy asfaltowej szosie stoi i jeżdżą tam autobusy!!! Więc po 5-letnim niebyciu może dwupasmówkę zrobili??? Ech…to ja idę odpoczywać…czyli do pracy!! Bom zmęczona wczasami ;))