Zgryzota…

W życiu podejmujmy wiele decyzji tych małych i wielkich. Trudnych i takich co przychodzą z łatwością, bo są jakby oczywiste. Kierujemy się zasadami, tymi ogólnymi i takimi na własny użytek. Najpiękniej, bez wyrzutów sumienia, jeśli robimy wszystko uczciwie wobec siebie, wobec innych. Inaczej niesmak zawsze pozostanie, mimo słusznej decyzji. Bo przecież tak jak niedawno usłyszałam, że warto to nie znaczy to samo co opłaca się , tak i słuszna decyzja nie zawsze jest uczciwa, no może raczej uczciwie postawiona. Gryzę się od kilku dni…już przed samymi świętami ktoś postawił kropkę nad i…Mam na to dowody. Jednak obliguje mnie umowa do końca miesiąca. Jednak powinnam powiedzieć, że jej nie przedłużę. Nie robię to tylko z jednego powodu…w momencie powiedzenia, a właściwie uargumentowania decyzji powinnam zwolnić w trybie natychmiastowym, by nie narażać się na straty. Nie robię tego, zaciskam zęby…i źle się z tym czuje. Tak jak czuję żenadę całej tej sytuacji i rozczarowanie co do osoby i wstyd. Nigdy jednak nie potrafiłam przymknąć oczy na nieprawidłowości, ale gdy tylko możliwe to było, dawałam drugą szansę. Tu takiej być nie może…słuszna decyzja, tylko dlaczego mnie to tak gryzie?