Lubie, nie lubie itd…

Wkręcona przez Jagodę w zabawę w spowiedź co lubię, a czego nie, o czym marzę i co bym chciała w sobie zmienić, niełatwy orzech mam do zgryzienia. Bo im więcej myślę tym nie wiem co napisać. Oprócz jednego…wiem co chciałabym zmienić, lub tak naprawdę więcej mieć. CIERPLIWOŚĆ. Do siebie, do innych, do świata. Z marzeniem już gorzej, bo marzenia mi się zmieniają, choć jedno pozostaje od lat takie same. Objechać wzdłuż i wszerz Stany Zjednoczone :). Ale takie największe marzenie, za które oddałabym wszystko…to móc zdążyć wychować własne dzieci, widzieć jak szczęśliwie kroczą już po swej dorosłej drodze. Poza tym marzeń mam mnóstwo :), bo ja codziennie marzę.

Co lubię? Tyle rzeczy, że nie sposób je wymienić. Choćby czytać pogryzając czekoladę 😉 Czego nie lubię? Pewnie mniej niż tego co lubię, ale cała lista by się znalazła. Ot, choćby brukselki 😉 I co mi jest obojętne? Kiedyś myślałam, że co inni o mnie myślą, ale to nie jest prawdą do końca, bo choć wpływu na mnie to nie ma, to jednak …a gdy chodzi o bliskie mi osoby to zupełnie obojętne mi nie jest. I chyba najbardziej obojętny mi jest stan posiadania u innych…Ten materialny, bo co kto ma w głowie i w sercu to już obojętne mi nie jest.

Powinnam wskazać następne osoby do spowiedzi, ale możecie się czuć wszystkie wywołane :)) P.S a tak na marginesie przyznam się tu, że gdy wczoraj zobaczyłam własną teściową na wysokiej drabinie, malującą ściany domu…to mi szczęka z zazdrości opadła w dół…I nie dlatego, że sobie maluje, tylko dlatego, że ma na to siły mimo 70 –ciu lat…ech…