W przelocie…

Uwierzycie? Nie włączałam komputera od czwartku. Sama jestem w szoku ;)) Teraz też bym nie włączyła, ale musiałam sprawdzić GG czy coś Tuśka nie napisała. A i owszem, że jak nie zapłacę za komórkę, to Jej zablokują. Hmm… bagatela ponad 900zł (nasze 4 numery). Mąż wziął tyłek w troki i bladym świtem w niedzielę wyruszył…i zaginał bez wieści…Ostatnie miałam wczoraj po południu :)Trudno odetną ich od świata, mój numer jest na innej fakturze i termin jeszcze nie upłynął ;))

Ogólnie padam na pysk, tak zarobiona jestem, a papiery leżą i złowieszczo łypią, że już zaraz 30 kwietnia i rozliczyć się trzeba…Dom odłogiem też, ok wysprzątać wysprzątałam, bo ja to robię regularnie, więc wielkich zaległości nie miałam, ale w kuchni, w lodówce…pustki…za to przystrojone jak trzeba ;0 Ale co tam, posiłki już w czwartek nadjadą. Niedawno Tuśka  przywoziła babcię na święta Bożego Narodzenia, a tu już za dwa dni na Wielkanoc. Więc może zapachnie…tyle że nie u mnie, bo pichcić będą w domu rodziców. Ale co tam te 500m, pokonam, o ile nie padnę po drodze. Samochodów osobowych zostałam pozbawiona, poruszam się takimi małymi ciężarówkami ;DD…nie czuje już rąk i nóg…choć przecież wspomaganie mają. A kiedyś myślałam, że ja mogę zawodowym kierowcą być ;))

Ok..lecę dalej gonić króliczka…Jak więcej czasu i oddech złapię, odpiszę na komentarze i do Was zajrzę.

Buziaki zostawiam :)))*