Weekend z świnią…;)

Gdy wczoraj mnie obudziło piękne słońce, pierwszą moja myślą było: czas na porządki wiosenne. Ostatnio pogoda nie rozpieszczała, codziennie lało lub sypało, więc gdy promyki radośnie słoneczne ujrzałam, od razu energii w pewnym kierunku dostałam. Jak pomyślałam, tak myśl wdrożyłam: najpierw organizując sobie dwóch panów do wyniesienia wielgachnego dywanu. Gdy podłoga sosnowa ujrzała światło dzienne i nawet została umyta, zjawił się mój mąż, po trzydniowej nieobecności i oznajmił, że jutro czyli dziś gości będziemy mieć…sztuk kilka. Wszystko rodzaju męskiego. Ręce mi opadły, bo toż to trzeba wykarmić, ale małżonek mnie uspokoił, że zadbał już o to i świnie, a raczej prosię pieczone zamówił. Oczy otworzyłam szeroko i już usta miałam otworzyć szerzej, gdy dodał, że ze świnią na salony pchać się nie będzie. Tylko później gdzieś ci panowie muszą spokojnie policzyć …baranki… I tak myśl o porządkach sklęsła prawie w zarodku..

I Wam życzę miłego weekendu… :)))