Włamanie

No tak…wyrwanie ze snu o 6-tej rano wiadomością, że się zostało okradzionym, nie jest najszczęśliwszą pobudką. Pierwsza myśl…no ładnie się tydzień zaczął…druga a trzeba było zagrać w sobotę w totka…trzecia no tak, i tak pewnie nie sprawdziłabym, czy wygrałam. Nie mam pojęcia jaka dużą stratę ponieśliśmy…pewnie sporą. Siedzę w szlafroku z kawą i rozmyślam …pisząc. Bo ja mam dziwny stosunek do włamań. Nie bardzo mnie obchodzi, ile wynieśli i co…na to przyjdzie czas. Mnie przeraża sam fakt, że ktoś obcy, wszedł na mój prywatny teren, pogwałcił go swoją nieproszoną obecnością. W takiej sytuacji człowiek czuje się  bezbronny i…wkurzony. Bezsilny mimo zabezpieczeń. Pamiętam jak kiedyś do pełnego ludzi domu, ktoś wszedł i wyniósł saszetkę męża. Myśl, że ktoś, choć nawet przez chwilkę naruszył nasze bezpieczeństwo, długo nie dawała mi spokoju. To taki niepokój…Bo dom…firma to miejsce, gdzie chcę i powinnam czuć się bezpieczna. Gdyby ukradziono mi samochód, oczywiście nie z własnego podwórka to ten niepokój byłby mniejszy, choć strata większa. Tak to odczuwam. Bo ten strach pozostaje na długo…jak raz ktoś się odważył wejść, może następnym razem lub kolejni próbować. A w końcu jak życie donosi…można oberwać nieźle za mały batonik…

Reklamy