Troska…

Jeszcze nie spadła z moich powiek ani nie ulotniła się z serca. Nie wiem, czy to w ogóle możliwe, by móc się jej pozbyć. Bo która matka nie troszczy się o własne dziecko? Te kilkanaście dni wyczerpujące było. To, że potrafiłam dać klucze od samochodu dziecku, aby w nim usiadło, a za 5 minut poszukiwać ich w aptece gdzie sama się udałam…Włączyć czajnik elektryczny, a zalać kawę zimną wodą ze zwykłego czajnika. Ale pojechać zupełnie w innym kierunku i dopiero po 30 kilku kilometrach zorientować się, że jadę w nie w tę stronę, to daje obraz, jaka zakręcona byłam. To, że wiosna przyszła…zauważyłam, ale nie miałam, kiedy się nią nacieszyć, a tu mówią, że zima powraca…

Tuśka ma stan podgorączkowy od dzisiaj, już weselsza jest , bo samopoczucie miała okropne. Po rannej dawce leki odstawione. Niepokojący jest nadal wzrost białych krwinek. Dostałam więc skierowanie do Poradni Chorób Zakaźnych, by skonsultować wyniki. Zadzwoniłam, by się umówić na poniedziałek…usłyszałam ,że termin jest na ….czerwiec. Ja nie parsknęłam śmiechem, ale Tuśka tak…No cóż…nasze polskie realia…

Reklamy