Miej serce…

Lubię być zaskakiwana, ale chyba jak wszyscy wiadomościami przyjemnymi. Dzień zaczął się całkiem miło. I myślałam, że i takim się skończy. Pierwsza wiadomość trafiała we mnie tak gdzieś koło 16. Nocy wspólnej dziś nie będzie, ba nawet wieczoru, gdyż szanowny małżonek ma wyjazd nieplanowany, acz bardzo ważny. Buziak namiętny zostawiony i mogłam tylko już podziwiać tył samochodu i to przez chwilkę. Ech…co tam pomyślałam sobie, siadając w fotelu z kubkiem gorącej herbaty, przecież kiedyś wróci. Włączyłam TV a w nim TVN24 i wparło mnie w fotel…Zamarłam na długą chwilę…No mnie się w głowie nie mieści, że ktoś, kto na co dzień ma z sercem do czynienia, sam jest bez serca…Ktoś komu ufnie inni powierzają swoje życie, jest życiowym cynikiem, który w oczach ma cennik…

Więcej nie napiszę…Idę na spacer, może wśród sosen wróci mi spokój…

No i przed jutrzejszym tłustym czwartkiem zgubie kilka kalorii….

Lubicie pączki? Bo ja tak sobie, ale w ten dzień nie potrafię sobie kilku odmówić takich jeszcze zupełnie cieplutkich… Smacznego…ale pamiętajcie to dopiero w czwartek 😉

Idę…

Reklamy

Święto czy zwykły dzień…

Jutro 14 lutego…dzień jak co dzień, dla niektórych święto. Dla mnie osobiście w niczym nie przeszkadza, że rozdmuchiwane, że podobno nie nasze, że komercyjne. Że miłość taka od święta. A niech sobie będzie, dla tych którym jest właśnie taka potrzebna. I dla tych, co z nieśmiałości swej, nie potrafią zrobić kroku do przodu, może Walenty pomoże? Któż to wie.. .

A ja, no cóż, jeden dzień to za mało by wiedzieć, że jest się kochaną. Więc niech ten dzień, będzie jak co dzień…Z ciepłym słowem od rana i uśmiechem na ustach. Chwilką, w której moja dłoń w jego dłoni…Serdecznym spojrzeniem znad gazety, przytuleniem w przelocie…Rozmową, czasem nawet dość wybuchową…I nocą…wspólną…

Chińska bajka…;)

Za oknem wciąż bajkowo jest. Aż nie chcę się wychodzić, bo im dalej w las, czyli miejską dżunglę, tym gorzej. Najchętniej zapadłabym we własnym fotelu i podziwiała w ciepełku widoki. Niestety, tyłek trzeba było ruszyć i wyruszyć. Tuśka jako kierowca, więc mamunia mogła podziwiać ośnieżone drzewa na trasie. Bezpiecznie. W ciepełku. Miasto jednak przywitało nas uliczną breją i jakąś taką szarością mimo śniegu. Stanowczo stwierdzam, że zima ładniejsza na wsi jest. Po załatwieniu bieżących spraw, postanowiłyśmy udać się do chińskiej restauracji na posiłek. W naszej ulubionej, jedynej w Małym Mieście, jedyny Chińczyk wyjechał na urlop. Więc jak już znalazłyśmy się w Średnim Mieście, chciałyśmy skorzystać z okazji. Sęk w tym, że ta, którą ja znałam, w remoncie jest. Tuśka z racji tego, że w tym mieście kurs prawo jazdy miała, gdzieś Jej w oczy wlazł jakiś szyld. Pozostawiłyśmy auto na parkingu, by nie kręcić się po jednokierunkowych i ślepych uliczkach „wkoło Macieja”, wyruszyłyśmy na poszukiwania. Od razu nie w tą stronę, ale to okazało się później, gdy już zmarznięte, mokre… dotarłyśmy. Tuśka chociaż miała czapkę na głowie, bo Jej jest ładnie a mnie nie…Za to jej śnieg padał za kołnierz, a mnie nie. Usiadłyśmy szczęśliwe i zanim coś do jedzenia wybrałyśmy, poprosiłyśmy o herbatę…W odpowiedzi usłyszałam, że nie może być podana, bo chodzi zmywarka. Hmmm… piiiii…no! Może ja głupia jestem, ale nie chciałam nawet wnikać ” co ma piernik do wiatraka”. Tuśka podejrzała, co się dzieje w kuchni i szeptem mi oznajmiła, że żaden Chińczyk nie robi jedzenia, tylko…Blondyna …No cóż podjęłyśmy to ryzyko….;)) Gdy już po powrocie z kubkiem gorącej herbaty okupowałyśmy kanapy, stwierdziłyśmy, że dopóki nie wróci nasz Chińczyk i śnieg nie stopnieje, nigdzie się nie ruszamy…;)))

Z…jak zazdrość

O zazdrości…w ogóle nie powinnam się wypowiadać. Tej damsko-męskiej. Nie doświadczyłam jej nigdy na własnej skórze. I sama jestem jej pozbawiona. Nie znam tego uczucia, kompletnie. Za to znam kogoś, bardzo dobrze, kto też tak właśnie ma. Za to nie miała tyle szczęścia, by od własnego partnera jej nie doświadczać. Przez ponad 20 lat podejrzewana, kontrolowana, choć nie aż tak by nie dało się z tym żyć. Ale z wiekiem uczucie się gdzieś ulotniło, cierpliwość też poszła w kąt…i zamiast wspólnie odkurzać to, co było między nimi piękne, mąż owszem odkurza, ale wszystkie przewinienia i dodaje nowe. Ona ma dość tłumaczeń; z jego ust pada słowo rozwód. Usiedli i wspólnie spokojnie ustalili co robić. Dopiero zrozumiała czym jest zazdrość, gdy usłyszała, że jeśli się rozstaną, to w końcu On odetchnie z ulgą i przestanie się zadręczać. Przystała na to, bo jeśli ma mu to pomóc… Od decyzji minęło kilka dni. Mąż jest do rany przyłóż. Nawet to, co kilka razy proszone było, jest już zrobione, to co tygodniami czekało, wykonane. Nie czepia się, nie marudzi…Sielanka wręcz. Gdy powiedziała, że się zmienił, że potrafi być miły, w odpowiedzi usłyszała- ale Ty się nie zmieniłaś. Odpowiedziała:”bo ja zawsze miła byłam”… Nie wiem, jak to się skończy…czy faktycznie formalnie się rozstaną…Wiem jedno, nie rozumiem facetów.

A w moim domu, w moim wazonie stoi wielgachny przecudny bukiet. Tuśka dostała od swojego mężczyzny z okazji półrocznicy. I tu Jej zazdroszczę, bo ciągle jest obdarowywana przez Niego kwiatami. I tymi bez okazji pewnie już więcej razy niż ja przez całe moje wspólne pożycie ;)…

……………………………………………………..

Muszę o tym napisać :))) za oknem mam ZIMĘ! Śliczny, biały, kilkunastocentymetrowy  puch pokrył wszystko wkoło. Cudnie jest :)))

P.S.oby nie za długo ;))

P…jak Przyjaciółki :)

O przyjaźni mogłabym dużo i długo…i namiętnie ;)O tej damsko-męskiej i damskiej w ogóle i w szczególe. O swoich Przyjaciółkach w szczególności, bo staż mamy długaśny i pokaźny 😉 Ale jedno muszę napisać…Zawsze są niezawodne, na pogodę i na niepogodę też. Potrzebowałam śmiechu i radości i …był.

Był wypad na basen i wygłupy w wodzie…

Szampan z truskawkami i pieczenie ziemniaków w kominku…

Nocne spacery w niepełnej garderobie, tzn. albo góra od piżamy albo dół 😉

Bezkarne objadanie się i kontrolowane opijanie 😉 czyli wspólne pichcenie i trunki na trawienie 😉 I rozmowy i śmiech, śmiech i rozmowy…

Takie domowe SPA dla duszy…ech…

A faceci…faceci gdzieś tam w tle….;)

Takie sobie…bez składu…

-Gdzie są nożyczki z czerwoną rączką?-pada pytanie ze strony małżonka.

-Jakie nożyczki?- odpowiadam, jednocześnie buszując w zakamarkach pamięci (czy nożyczki mają rączki ?)

– No nie udawaj ,że nie wiesz, te co tu leżały rok czasu- słyszę poirytowany głos…

– Aaaaa pięć lat temu- odpowiadam i coś mi się kołacze po głowie…

Od tygodnia w domu jest drugi komputer. Takie cudeńko, co na nim można nawet w łóżeczku pracować 😉 Jednak dostęp do sprzętu mam teraz utrudniony. Gdy był jeden, zawsze mogłam pozostałych domowników „wyrzucić” pod pozorem pracy ;)..teraz słyszę, masz drugi…Taaaa teoretycznie, bo jakoś dopchać się nie mogę 😉

Ogólnie ostatnie dni takie jakieś bez uśmiechu…Zwaliło mi się na głowę…takie tam przemyślenia…coś tam iluzją było. No jednym słowem nieciekawie… Na weekend miałam Przyjaciółkę…w ten powtórka z rozrywki plus koleżanka z synem. I drugi dom zatętni życiem, bo i rodzice moi  i rodzice Przyjaciółki przyjeżdżają 🙂 Potrzebne mi to, bo trochę zachwiała mi się moja wiara w drugiego człowieka…

Wiem, że trochę bez składu i ładu piszę, ale chciałam wszystkim podziękować za komentarze pod postem ” Nie pożyczać”. I tym, co mają taki sam problem jak ja, i tym, co potrafią upomnieć się o swoje. Podbudowana Waszymi słowami wczoraj odzyskałam dług. Musiałam komuś za coś zapłacić, ale ten ktoś był mi winien pieniądze i odliczyłam je sobie, informując go o tym…Normalnie bym tego nie zrobiła, tylko wypłaciła całą kwotę i czekała na zwrot…tak jak miesiąc temu, dwa, i trzy…Dzięki 🙂