Z…jak zazdrość

O zazdrości…w ogóle nie powinnam się wypowiadać. Tej damsko-męskiej. Nie doświadczyłam jej nigdy na własnej skórze. I sama jestem jej pozbawiona. Nie znam tego uczucia, kompletnie. Za to znam kogoś, bardzo dobrze, kto też tak właśnie ma. Za to nie miała tyle szczęścia, by od własnego partnera jej nie doświadczać. Przez ponad 20 lat podejrzewana, kontrolowana, choć nie aż tak by nie dało się z tym żyć. Ale z wiekiem uczucie się gdzieś ulotniło, cierpliwość też poszła w kąt…i zamiast wspólnie odkurzać to, co było między nimi piękne, mąż owszem odkurza, ale wszystkie przewinienia i dodaje nowe. Ona ma dość tłumaczeń; z jego ust pada słowo rozwód. Usiedli i wspólnie spokojnie ustalili co robić. Dopiero zrozumiała czym jest zazdrość, gdy usłyszała, że jeśli się rozstaną, to w końcu On odetchnie z ulgą i przestanie się zadręczać. Przystała na to, bo jeśli ma mu to pomóc… Od decyzji minęło kilka dni. Mąż jest do rany przyłóż. Nawet to, co kilka razy proszone było, jest już zrobione, to co tygodniami czekało, wykonane. Nie czepia się, nie marudzi…Sielanka wręcz. Gdy powiedziała, że się zmienił, że potrafi być miły, w odpowiedzi usłyszała- ale Ty się nie zmieniłaś. Odpowiedziała:”bo ja zawsze miła byłam”… Nie wiem, jak to się skończy…czy faktycznie formalnie się rozstaną…Wiem jedno, nie rozumiem facetów.

A w moim domu, w moim wazonie stoi wielgachny przecudny bukiet. Tuśka dostała od swojego mężczyzny z okazji półrocznicy. I tu Jej zazdroszczę, bo ciągle jest obdarowywana przez Niego kwiatami. I tymi bez okazji pewnie już więcej razy niż ja przez całe moje wspólne pożycie ;)…

……………………………………………………..

Muszę o tym napisać :))) za oknem mam ZIMĘ! Śliczny, biały, kilkunastocentymetrowy  puch pokrył wszystko wkoło. Cudnie jest :)))

P.S.oby nie za długo ;))

P…jak Przyjaciółki :)

O przyjaźni mogłabym dużo i długo…i namiętnie ;)O tej damsko-męskiej i damskiej w ogóle i w szczególe. O swoich Przyjaciółkach w szczególności, bo staż mamy długaśny i pokaźny 😉 Ale jedno muszę napisać…Zawsze są niezawodne, na pogodę i na niepogodę też. Potrzebowałam śmiechu i radości i …był.

Był wypad na basen i wygłupy w wodzie…

Szampan z truskawkami i pieczenie ziemniaków w kominku…

Nocne spacery w niepełnej garderobie, tzn. albo góra od piżamy albo dół 😉

Bezkarne objadanie się i kontrolowane opijanie 😉 czyli wspólne pichcenie i trunki na trawienie 😉 I rozmowy i śmiech, śmiech i rozmowy…

Takie domowe SPA dla duszy…ech…

A faceci…faceci gdzieś tam w tle….;)

Takie sobie…bez składu…

-Gdzie są nożyczki z czerwoną rączką?-pada pytanie ze strony małżonka.

-Jakie nożyczki?- odpowiadam, jednocześnie buszując w zakamarkach pamięci (czy nożyczki mają rączki ?)

– No nie udawaj ,że nie wiesz, te co tu leżały rok czasu- słyszę poirytowany głos…

– Aaaaa pięć lat temu- odpowiadam i coś mi się kołacze po głowie…

Od tygodnia w domu jest drugi komputer. Takie cudeńko, co na nim można nawet w łóżeczku pracować 😉 Jednak dostęp do sprzętu mam teraz utrudniony. Gdy był jeden, zawsze mogłam pozostałych domowników „wyrzucić” pod pozorem pracy ;)..teraz słyszę, masz drugi…Taaaa teoretycznie, bo jakoś dopchać się nie mogę 😉

Ogólnie ostatnie dni takie jakieś bez uśmiechu…Zwaliło mi się na głowę…takie tam przemyślenia…coś tam iluzją było. No jednym słowem nieciekawie… Na weekend miałam Przyjaciółkę…w ten powtórka z rozrywki plus koleżanka z synem. I drugi dom zatętni życiem, bo i rodzice moi  i rodzice Przyjaciółki przyjeżdżają 🙂 Potrzebne mi to, bo trochę zachwiała mi się moja wiara w drugiego człowieka…

Wiem, że trochę bez składu i ładu piszę, ale chciałam wszystkim podziękować za komentarze pod postem ” Nie pożyczać”. I tym, co mają taki sam problem jak ja, i tym, co potrafią upomnieć się o swoje. Podbudowana Waszymi słowami wczoraj odzyskałam dług. Musiałam komuś za coś zapłacić, ale ten ktoś był mi winien pieniądze i odliczyłam je sobie, informując go o tym…Normalnie bym tego nie zrobiła, tylko wypłaciła całą kwotę i czekała na zwrot…tak jak miesiąc temu, dwa, i trzy…Dzięki 🙂