Domowe multi…;)

Nie jestem zapaloną kinomanką. Kino traktuje jako formę pewnej rozrywki. Mam cyfrę, więc po jakimś czasie kinowe hity mogę sobie obejrzeć miło i wygodnie ;). Ale od czasu do czasu lubię takie wypady. Jednak odkąd zasmakowałam w wygodzie Multikina, to w moim najbliższym Średnim Mieście nie bywam już w kinie. Z wygody…Do Multikina jednak w moim Dużym Mieście mam spory kawałek i nie zawsze czas i ochotę, jak w nim jestem. Tuśka przeważnie już zdąży być z koleżankami lub chłopakiem na tym, co ja bym chętnie obejrzała. Czasem wybieram się więc z Przyjaciółką i koleżankami. Z racji, że ja muszę dojechać te ponad 120 km, zawsze biletami zajmuje się koleżanka. Zawsze ta sama. Zawsze z przebojami. Raz było tak, że my czekałyśmy w jednym Multikinie, a Ona na nas w drugim, zanim żeśmy dotarły to pół filmu minęło, raz bilety zamówiła przez internet, ale w innym mieście, też dużym;) a ostatnio zamówiła nie na ten dzień tylko nazajutrz…Więc jak zobaczyłam reklamę, że można obejrzeć sobie film w internecie, wysłałam SMS-a, otrzymałam kod dostępu i…wybrałam własną salę kinową 😉 Wieczór niedzielny, zabrałam laptopa na górę, umościłam sobie łoże poduszkami, z gorącą herbatką i francuskimi pierożkami z jagodami, pomyślałam, że w super warunkach, to nic, że na małym ekranie obejrzę sobie:)) Taaaa wyskoczył błąd….jeszcze byłam spokojna, ale gdy tak sobie klikałam i klikałam, a błąd nadal się pojawiał, zwlekłam się z łoża, zeszłam na półpiętro, odpaliłam drugiego kompa i zaczęłam klikać…Udało się…obejrzałam w gorszych warunkach, z przerywnikami (coś kliknęłam i co jakiś czas mi się to włączało) i dotrwałam do końca…;))

Reklamy