Prysła magia…

Zestarzały się moje dzieciaki, już nie ma pytań, co Mikołaj przyniesie. Prysła magia…nie ma pisania listów do Świętego, nie ma już niecierpliwego oczekiwania, szperania po kątach. Teraz już mówią konkretnie, co by chcieli dostać, jeśli w ogóle chcą 😉 Nie ma niespodzianki, choć zawsze przynajmniej pod choinkę staram się coś włożyć niespodziewanego 🙂 Jednak z roku na rok przekonuję się, że najłatwiej obdarować małe dzieci. One potrafią cieszyć się spontanicznie ze wszystkiego, nawet wtedy, jeśli nic nie dostaną z listy do Świętego Mikołaja. Nie mam już takich dzieci do obdarowania. Teraz z córą buszujemy razem, wybierając prezenty. Ostatnio oglądałyśmy męskie swetry .Ja  w rozmiarze M-L, Ona  w XL-XXL…Bez komentarza ;))

……………………………………………………………………………..

Wczoraj w pełni słońca, na zielonej jeszcze trawce, zobaczyłam wielgachnego dmuchanego Mikołaja w parze z Panem Bałwanem. Stali sobie przed karczmą w lasku położoną. Pewnie z Hameryki przyjechali;)) Szkoda tylko, że transportu śniegu stamtąd sobie nie załatwili, bo dziś leje od rana i pewnie będą musieli schować się pod wielkim parasolem z napisem „Bosman”…;D

Babcine party ;)))

Moje Duże Miasto w piątek w godzinach szczytu jest obrzydliwe…do przejechania. Miałyśmy obie z Tuśką sporo czasu, ja do wywiadówki w Jej liceum, Ona czekała na swojego chłopaka, aż załatwi sprawy na uczelni i zabierze Ją do domu, więc wpadłyśmy na genialny pomysł, by poszukać sukienki na studniówkę. I to nie w centrum handlowym rzut beretem od Jej mieszkania tylko w drugim końcu miasta. Sukienka  nie miała być czarna i długa, najlepiej zielona, podkreślająca kolor Jej oczu. Gdy dotarłyśmy w końcu tam, gdzie chciałyśmy, okazało się, że już tego butiku w tym miejscu nie ma…za to są inne i kupiłyśmy…Oczywiście  czarną i długą ;))) Ale mnie się Tuśka w niej podobała, a jak się później okazało Jej chłopcu też 🙂 Droga powrotna to był jeden korek za drugim na każdym skrzyżowaniu, zator zrobiony przez niemyślącego motorniczego na jednym a na następnym stłuczka i z trzech pasów zrobił się dostępny tylko jeden.W takich sytuacjach to, że jestem babą i jadę na obcych rejestracjach, a znam miasto na pamięć, ułatwia życie ;)) Pomysł z wywiadówkami w piątkowe wieczory uważam deczko za nietrafiony i chyba zrezygnowałabym  z nich, gdybym nie organizowała sobie przy okazji innych występów :)) Na zebranie się spóźniałam, bo zachciało mi się samochodem podjeżdżać, gdy pieszo się idzie 15 minut, ale ja baba ze wsi jestem i myślałam, że przed samą 17 -tą to już po szczycie będzie…Taaa był moment, że chciałam porzucić auto gdzie bądź…No, ale dotarłam jakoś, niczego nowego się nie dowiedziałam, bo dziecię zawsze o wszystkich ocenach mówi, miałam tylko za zadanie usprawiedliwić jeden dzień kontrolowanych wagarów, ale nawet to okazało się już zbyteczne…Dziwne…Zebranie ogólne sobie już odpuściłam, bo miała być mowa o maturze,a ja wyszłam z założenia, może niesłusznego, że to dziecię pisze maturę, więc mi ta wiedza do niczego ;)) Za to po spełnieniu obowiązku rodzicielskiego udałam się do domu jednej z Czarownic, gdzie czekała na mnie Przyjaciółka i babcie, czyli jedna mama, dwie teściowe i jeden dziadek w tle. Czyli tak zwane babcine party :))) Dziś stanowczo wolę słuchać niż mówić, gdyż babcie uzbroiły się w śpiewniki i tym razem nie przeszła tylko pierwsza zwrotka, lub ostatnia czy sam refren jak to zwykle bywa;DD Ojjj było głośno, sprośno i wesoło ….