Paranoja…

Miesiąc temu był ustalony termin operacji .Lekarze mieli wszystkie wyniki, zdjęcia, wiedzieli, że składanie nogi odbyło się nowatorskim sposobem,  niepraktykowanym jeszcze w tym szpitalu. Więc dobrze wiedzieli, że do zdjęcia śrub i prętów potrzeba specjalistycznego sprzętu i instrumentów. Przynajmniej powinni…Pacjent już pod salą, anestezjolog gotowy, gdy chirurg stwierdza, że tymi instrumentami to on pracować nie będzie…Lekarz dyżurny informuje mnie, że dopiero jutro w południe okaże się  czy operację przeprowadzą w piątek…czy też wypuszczą Miśka na przepustkę. Bo sprzęt trzeba ściągnąć i nikt nie wie, ile to potrwa.Więc jakby co, to Misiek trzy dni na wikcie i opierunku szpitalnym,  i albo dom, albo sala operacyjna…Na opierunku, bo wikt niestrawny jest jak cala ta służba zdrowia…..

 

…………………………………………………………

KOLEJNY RAZ ODŁOŻONO OPERACJĘ. NIBY JUTRO I TO W DRODZE WYJĄTKU, BO PRZECIEŻ SOBOTA. NO, CHYBA ŻE BĘDZIE PRZYPADEK RATOWANIA ŻYCIA ,A MAJĄ TYLKO JEDEN MONITOR. WIĘC POWINNAM ZROZUMIEĆ I MISIEK TEŻ. NIE BARDZO NAM TO WYCHODZI…OBOJGU.ALE JUŻ NAWET MYŚLEĆ O TYM NIE MAM SIŁ….