Strach….

Za niecałe dwa tygodnie minie rok od wypadku. Nie dało się zapomnieć, gdyż konsekwencje są do dzisiaj.Jutro ponownie ma się zgłosić na Izbę Przyjęć. Gdy widzę Jego nietęgą minę, słyszę sto pytań na które nie znam odpowiedzi, to serce mnie się kraje.On już wie jak wygląda polski szpital, szczególnie ten oddział, gdzie większość pielęgniarek olewa sobie małych pacjentów. Dużo lepiej czuł się na oddziale rehabilitacji .Ale też wie, że jak wyciągną mu te pręty i śruby, to noga zacznie wyrównywać się z tą drugą, być może samoistnie zatraci się różnica prawie 2 cm. Tłumaczę mu, że już nie będzie taki bezbronny i zdany na łaskę personelu, bo będzie, jest sprawniejszy. I, że krócej będzie leżał. Ale tego chyba najbardziej się właśnie boi, wtedy też usłyszał dwa tygodnie, a pozostał w murach szpitala 2 miesiące. Poznał co to cierpienie, ale i upokorzenie też…Bo to potrafi zafundować polski szpital w pakiecie usług.Więc ten strach w  Jego oczach i mnie przeraża…

Reklamy