Porażka…

Porażka…to jedno z doświadczeń wpisane w nasze życie. Chyba nie ma takiej osoby, coby jej nie doświadczyła. Jedynie różni nas odbieranie porażki, dla jednego to będzie zamknięcie się we własnej skorupie, zaniechanie obranego celu. Drugi wyciągnie wnioski, jeszcze bardziej się zmobilizuje, by ów cel osiągnąć. Rozmiar porażki też jest subiektywnie odbierany. Może ona przyczynić się do tego, że widzimy siebie jako beznadziejny przypadek, lub odwrotnie, robi nas odpornymi i dodaje wiary w siebie i skrzydeł, by kolejny raz się podźwignąć. Tuśka oblała egzamin z Prawa Jazdy. Oczywiście jazdę, bo jako kursant na egzaminie pojechała za odważnie i za dynamicznie. To co było Jej atutem na kursie, okazało się przekleństwem w czasie zdawania. Załamała się, bo mocno wierzyła, że zda za pierwszym razem i stwierdziła, że jest beznadziejna, bo przecież dobrze jeździ, więc nie będzie umiała się przestawić. Błąd który zrobiła był argumentowany tak, że choć żadnego zagrożenia nie stworzyła to tak mogą jeździć tylko doświadczeni kierowcy. No i masz babo placek, to Ją przeświadczyło, że w taki sposób to ona będzie oblewana, bo trzeba mieć więcej szczęścia i trafić na dynamicznego egzaminatora, a nie dziadka prawie 70-letniego.