SPA…

Nie jestem próżna, nie spędzam godzin w łazience przed lustrem, wklepując w siebie kolejny rewelacyjny krem. Cud, że takowy posiadam sztuk jeden za namową własnej córki. Zresztą już tu pisałam, że się nawet nie maluję i ekstrawagancją już były tipsy żelowe, które o dziwo nadal spełniają swoją rolę. Ale jak chyba każda kobieta widząc w czasopismach piękne ośrodki SPA, chciałaby się choć raz w nich znaleźć. Ot, tak by się nią zajęli, profesjonalnie, a ona wyłączając myślenie, poddała się cudownym zabiegom w rękach fachowców. Ot, taka i moja mrzonka, bo czemu i nie? Spróbować przecież można…No tak, ale nie dość, że daleko, drogo …i ten czas…Ale wiecie co? Nawet mrzonki się spełniają :)) Jeden telefon od przesympatycznego pana Jacka z pewnego salonu samochodowego i propozycja na koszt ich firmy- weekend w SPA Dr  Irena Eris Wzgórza Dylewskie. Mojemu mężowi nic to nie mówiło, ale na szczęście ja stałam obok, a on kurtuazyjnie spytał się mnie o zdanie. Usłyszał tylko głośne: TAAAAAK!!! No więc pakuję walizkę i jutro wyruszam, by być tam na godzinę 13. i oddać się wszelakim zabiegom jakie tylko zaproponują .I mam nadzieję, że wyjdę odnowiona!!! No i czy nie trafiło mi się jak ślepej kurze ziarnko? Nawet pisząc tu, nadal nie wierzę, że ja tam, bo tam w ogóle to cudne okolice są, że warto jechać nawet bez tych zabiegów wszelakich. A żeby nie być gołosłowną podam stronkę, o ile potrafię to zrobić…http://www.hotelspa.pl//… i klnijcie na Wzgórza Dylewskie…

Zapomniałabym ,że mąż jedzie razem ze mną… choć już trzy sztuki rodzaju żeńskiego chciałoby go zastąpić przy moim boku na ten czas. ;)))