12 września…

19 lat temu powiedziałam TAK, przysięgając miłość, wierność i że nie opuszczę aż…Przysięgę dotrzymuję i teraz po tylu latach chyba bardziej w nią wierzę niż wtedy jako młoda dziewczyna w białej sukience.

18 lat temu na świat przyszła Tuśka. O 22.38 wyciągnęli z brzucha i dopiero zobaczyłam Ją na drugi dzień. Śliczną, z długim lokiem nad czołem…Była, jest najcudowniejszym prezentem w rocznice ślubu. Dziś wedle prawa wkracza w dorosłość, ale tak naprawdę dla nas rodziców zawsze pozostanie dzieckiem. Tyle chciałabym Jej życzyć, spełnienia pragnień, marzeń i osiągnięcia wytyczonych celów. Ale tak naprawdę to w życiu najważniejsza jest miłość. Ktoś, kto pokocha z całego serca, obdarzy zaufaniem i szacunkiem. Stanie się partnerem i przyjacielem. By sama mocno kochała. Reszta przyjdzie sama lub przy ciężkiej własnej pracy w zależności od obranych celów. Bo chcieć to móc i nawet jeśli się błądzi, to jednocześnie się uczy. A miłość po grobowe deski….zbyt rzadko się zdarza…

Reklamy

Nic na siłę…;))

Od rana wczoraj sobie powtarzałam: dzisiaj jest szczepienie psów! Od 17-18.  i na szczęście blisko domu, bo zaprzyjaźniony weterynarz sam przyjeżdża. Rano jeszcze wyskoczyłam do lasu, by coś na obiad nazbierać i po godzinie wróciłam z wiadereczkiem podgrzybków i z dwoma prawdziwkami. W międzyczasie milion dwieście spraw łącznie z odebraniem Tuśki z dworca oddalonego 30 km i na owy obiad zaczęłam smażyć tak pi razy oko za 5 minut 17. …Zupełnie  zapomniałam o psach…Ale hałas za oknem, warczenie, ujadanie, szczekanie małych i dużych czworonogów postawiło mnie na baczność. Złapanie Maksia, niemałego ale i niedużego naszego kundelka czyniło z cudem, bo zapamiętał sobie pana Gienia nad wyraz dobrze, kiedy ratował mu życie zastrzykami. Gdy nam się to udało razem z Miśkiem, trzymaliśmy go kurczowo, ale dwie próby podejścia weterynarza skończyły się tym, że ja byłam pokopana przez własnego psa i poleciałam mieszać grzyby, szukając jeszcze jednych par rąk. Mąż się napatoczył i tak w czwórkę udało nam się ujarzmić bestię…Ale za to, jak się wyrwał to….Ech trzeba to było zobaczyć…Znajomy stał z wielkim kudłatym wilczurem, do którego podleciał nasz Maksio, zakotłowało się i tylko zobaczyliśmy jak z zadu owego wilczura dość duża kępa kłaków zwisa z mordy naszego psa. Odreagował biedaczysko…Przerażający i…komiczny widok.. No, ale czekała nas jeszcze jedna przeprawa. Na bazie mamy dorodnego wilczura, ostry, skaczący na ludzi, ma swój wybieg i nawet dzieci nie chodzą go karmić. Pies do pilnowania sprzętu. Chętnych do przyprowadzenia go gdzie są inne psy, nie było, więc pan Gieniu powiedział, że pójdzie do niego ale nie sam. Ochotników jakoś nie było, ale mąż jeszcze zmobilizował dwóch pracowników, aby pomogli przytrzymać psa. Ja poleciałam do grzybów… Nie zdążyłam porządnie zamieszać, jak wrócił Misiek z uśmiechem na ustach…Jokera wszyscy się boją, więc stali w bezpiecznej odległości, a mąż tylko palcem pokazał mu, że ma leżeć, Gieniu z doskoku zastrzyk zrobił, pies się odwrócił i spokojnie odszedł…

Nic na siłę, proszę państwa ;D

Jak daleko…

Jak daleko może upaść jabłko od jabłoni? Myślę, że to zależy od wielu czynników. Przede wszystkim czy drzewo zdrowe, dorodne czy też chore, zżerane przez szkodniki. A wtedy jeszcze rosnące na nim owoce zjada robak. A gdy już spadnie, to czy mocno lub w ogóle się poobija. Bo czasem z drzewa owoc padnie na podatny  na zepsucie grunt, a czasem od turla się daleko od zżerającego go robaka na drzewie. Więc nie ma reguły i tak naprawdę to od samego owocu zależy, jak potoczy się jego los. Jednak z obserwacji otoczenia wydaje mnie się, że łatwiej, szybciej ulec zepsuciu niż jego proces zatrzymać. I nie wiem, dlaczego tak jest, że młodym łatwiej zejść na złą drogę niż ze złej wrócić na dobrą.

W mojej wsi huczy od plotek. Zaginął młody człowiek, miał właśnie rozpocząć studia. Pochodzi z rodziny gdzie alkohol, awantury to chleb powszedni…na zewnątrz udawanie, że wszystko jest w porządku. Spokojny, uczynny, zawsze dobry uczeń.Teraz okazuje się, że wdał się w nielegalny hazard, narobił długów, oszukał kilku uczciwych ludzi w tym i księdza i najprawdopodobniej uciekł za granice przed mafią. Zgubiły go łatwe pieniądze…Drugi przykład: tak ze zwanego dobrego, zamożnego domu. Przerwane studia i czas spędzany przy kuflu piwa w okolicznych barach i dyskotekach, często przy tym jakieś drobne rozróby…Pracuje w firmie ojca, którego notorycznie okrada…I trzeci przykład: rodzina patologiczna  9. dzieci. Dwoje tylko z nich założyło rodziny, uczciwie pracuje i tak stara się żyć. Pozostali…szkoda słów…

I tak mogłabym sypać przykładami z mojej dużej, jak na wieś, ale tak naprawdę niewielkiej osady ludzkich istnień. Kiedyś tu wirtualnie zastanawiałam się jak wychować syna dla innej kobiety.Teraz  jako matka 14-latka zastanawiam się jak to zrobić dla społeczeństwa.Na razie jeszcze mocno trzyma się gałęzi na  bardzo dorodnym zdrowym drzewie…ale co będzie, jak spadnie? Bo spaść musi…przecież…