Znowu na wspólnej ścieżce…

Prawie 8 lat przerwy w spotkaniach, gdzieś tam w przelocie na kawie, jakiś zbłąkany telefon. Kiedyś obie rodziny bliskie sobie, najpierw jako czwórka studentów, później już młode małżeństwa z dzieciakami. Los poplątał nasze ścieżki, ale nie da się przekreślić ani zapomnieć  tamtych lat. Nawet nasze dzieciaki po taki długim niewidzeniu się nawzajem, starsze przecież- już prawie dorosłe- złapały kontakt od razu, tak jakby rozstały się wczoraj. A my przegadałyśmy całą noc. Bo w życiu codziennym, we wspominaniach czy my, czy oni zawsze byliśmy, zbyt wiele nas łączyło…Szalony czas, nauka bycia partnerem, rodzicem…To w nas tkwi i będzie przez cały czas. Brakowało tylko jednej osoby…męża i ojca, ale to osobny, trudny temat…Przez weekend te 8 długich lat zniknęło…Jak to możliwe? Ano tak …po prostu my wiedziałyśmy, dlaczego tak się stało, rozumiałyśmy i nigdy nie przekreśliłyśmy naszej przyjaźni. Czasem dzieje się tak, że nawet najbliższym nie można pomóc, bo w tym samym czasie plącze się własne życie, a pomocną dłoń odtrąca się…I choć to trudne do zrozumienia, a nawet do wybaczenia, my nie musiałyśmy tego robić. Za bardzo siebie, sytuacje znałyśmy, by cokolwiek nie rozumieć i wybaczać…Tylko osobom postronnym niepojęte się wydawało, to nasze rozstanie. Ale prawdziwej przyjaźni nie da się przekreślić…zapomnieć…

Reklamy