Przemilczenia…

Czasem lepiej sobie pomilczeć lub przemilczeć co nieco. Szczególnie gdy oprócz satysfakcji, że się powiedziało, na żadne efekty nie można liczyć. A jeśli już to tylko na negatywne. Więc zaciskam zęby i milczę…Tylko mam takie nieodparte wrażenie, że do czasu…Że kiedyś pęknę i wygarnę, nie bacząc na konsekwencje i mając w nosie własne zyski z milczenia…

Jutro odbieram Tuśkę z lotniska…trzy tygodnie zleciały jak nic…To się dopiero nagadamy w drodze, tu milczenie absolutnie nie wchodzi w grę ;D

Właśnie przeleciał nad moim domem samolot…nisko…pierwszy raz w życiu coś takiego się zdarzyło…Czy to jakiś znak?

Reklamy

Bzik?

To normalne, gdy lubimy jakiś kolor i mamy ulubiony fason, to kolejny podobny ciuch ląduje w szafie, a my znowu wyruszamy na polowanie zupełnie innego, niepowtarzalnego. Ja tak przynajmniej mam .Gdy potrzebuję coś w kolorze niebieskim lub czarnym to i tak przychodzę z zielonym lub brązowym ewentualnie beżowym…ech…Ogólnie to mogę się oprzeć zakupom, jedynie buty jakimś dziwnym trafem zawsze do mnie wołają „koniecznie musi mnie mieć”, więc mam takie w szafie, które jeszcze swojej „premiery” nie miały. Ale nie uważam. żeby to już był jakiś „bzik”…Za to moja córcia już w tak młodym wieku wykazuje tendencje lekkiego zbzikowania…No bo ile można mieć okularów przeciwsłonecznym i torebek??? I jak donosi, pierwszy Jej zakup w Anglii to kolejne okulary zakupione w tym sezonie…drugi to torebka…Torebka to jeszcze zrozumiałe, bo…. no same rozumiecie ;)) tyle cudnych fasonów i kolorów, czasem to małe cuda. Ja wprawdzie preferuje wielką torbę, pasująca prawie do całej mojej garderoby, mieszczącą wszystko co jest mi potrzebne i przez to ciężką jak…;)…No ale okulary…Sama posiadam tylko trzy sztuki, jedne  sprzed pięciu lat, ale kupione za ciężkie pieniądze, drugie dostałam rok temu w prezencie, a trzecie kupiłam w tym sezonie za namową Tuśki … I teraz się zastanawiam jak to jest z tym jabłkiem, co niby pada niedaleko jabłoni i czy przypadkiem nie działa to w obie strony ;D

Inna bajka…

Byłam w innej bajce, gdzie życie toczy się innym rytmem, gdzie świeża smażona rybka jedzona na powietrzu o niebo smakuje lepiej niż w  wykwintnej restauracji, a piwo jest zimniejsze niż gdziekolwiek. Gdzie tłum ludzi przewijający się non stop nie jest męczący, gdy  u wszystkich na twarzy gości szeroki uśmiech i zwykła ludzka życzliwość. Nikt się nie śpieszy, nie rozpycha…Mecz oglądany na wielkim telebimie jednoczył, choć kibicowaliśmy różnym drużynom. Ale najcudowniejszy był ten szum fal, kojący i uspokajający…gorący piasek pod nogami, słońce, które grzało przez cały czas, by na koniec odegrać piękny spektakl, kiedy odchodziło spać…A my, choć już znużeni nadmiarem morskiego powietrza, jeszcze po delektowaliśmy się zapachem roztańczonej i śpiewającej nocy…Rano, choć deczko spieczeni, rześko powitaliśmy nowy dzień. By znowu leniwie wygrzewać się na słoneczku, pić pyszną kawę na plaży i odsłonięci parawanem od reszty świata zamknąć oczy i myśleć o przyjemnych sprawach..Za krótko…woda zbyt zimna, by zanurzyć się dalej niż do kolan, zbyt krótko, by całkiem zapomnieć o obowiązkach…ale wystarczająco by na chwilę poczuć się jak w bajce…