Zapach i smak moreli…

Pierwszy smak, jaki zapamiętałam to tych zrywanych prosto z drzewa rosnącego przy ruchliwej uliczce w środku miasta. Był upalny wieczór, gdy włóczyliśmy się uliczkami Rzymu, zachwyceni drzewami pomarańczy, cytryn i…właśnie moreli. No cóż skusiliśmy się, no bo jak tu nie zerwać, gdy gałęzie ciężkie od owoców. Przecież wtedy inaczej smakują niż te kupione na straganach. Wtedy właśnie zakochałam się w smaku moreli. Czekam na nie cały rok, podjadając suszone, by w końcu rozsmakować się w świeżych, soczystych owocach. Stoi przede mną właśnie taka misa,  pomarańczowo-żółtych i ręka automatycznie po nie sięga…Jem aż zaczynam pękać…i tak na okrągło…nigdy jeszcze mi się nie znudziły ani nie przejadły.

Reklamy