Bezpieczeństwo…

Miłość i poczucie bezpieczeństwa muszą iść w parze. W związku trzeba czuć się bezpiecznie i niekoniecznie mam w tej chwili na myśli zdradę. Ale świadomość, że cokolwiek by nam się nie przydarzyło, mamy oparcie w bliskim nam człowieku. Przecież już w kołysce instynktownie szukamy go w ramionach rodziców. Bez niego człowiek ma wrażenie, że stąpa po grząskim gruncie, który w każdej chwili może się obsunąć lub wytworzyć taki głęboki dół, że trudno i długo z niego się nie wychodzi. Pewnie, że poczucie bezpieczeństwa może nam dać nasz rodzinny dom, praca, czy po prostu pieniądze…Ale gdy nagle tych elementów zabraknie i gdy prawdziwość powiedzenia, że w życiu liczyć można tylko na siebie, sprawdza się nawet w związkach, jest to chyba najgorsze, co może człowieka spotkać. Bo nagle okazuje się, że tak naprawdę jesteśmy sami. Zranieni podwójnie. Czasem wystarczy przecież sama obecność, kilka słów, przytulenie. Każdy musi sam wziąć się za bary z życiem, to fakt, ale o ile łatwiej to zrobić, gdy z boku ktoś nam  mocno kibicuje, wspomaga i ociera pot z czoła. Gdy stoi obojętnie lub rzuca jeszcze krzywe spojrzenia, to uczucie bezpieczeństwa ulatnia się jak powietrze z przekutego balonika…Nigdy nie miałam takiego wrażenia i z biegiem czasu bardzo to doceniam. Czuję się bezpieczna, nawet gdy Jego koło mnie nie ma…

 

Reklamy