Inna bajka…

Byłam w innej bajce, gdzie życie toczy się innym rytmem, gdzie świeża smażona rybka jedzona na powietrzu o niebo smakuje lepiej niż w  wykwintnej restauracji, a piwo jest zimniejsze niż gdziekolwiek. Gdzie tłum ludzi przewijający się non stop nie jest męczący, gdy  u wszystkich na twarzy gości szeroki uśmiech i zwykła ludzka życzliwość. Nikt się nie śpieszy, nie rozpycha…Mecz oglądany na wielkim telebimie jednoczył, choć kibicowaliśmy różnym drużynom. Ale najcudowniejszy był ten szum fal, kojący i uspokajający…gorący piasek pod nogami, słońce, które grzało przez cały czas, by na koniec odegrać piękny spektakl, kiedy odchodziło spać…A my, choć już znużeni nadmiarem morskiego powietrza, jeszcze po delektowaliśmy się zapachem roztańczonej i śpiewającej nocy…Rano, choć deczko spieczeni, rześko powitaliśmy nowy dzień. By znowu leniwie wygrzewać się na słoneczku, pić pyszną kawę na plaży i odsłonięci parawanem od reszty świata zamknąć oczy i myśleć o przyjemnych sprawach..Za krótko…woda zbyt zimna, by zanurzyć się dalej niż do kolan, zbyt krótko, by całkiem zapomnieć o obowiązkach…ale wystarczająco by na chwilę poczuć się jak w bajce…

Reklamy