Pakowanie…

Stoi w pokoju na razie pusta .Ale już dziś będzie zapełniona pewnie po brzegi. Walizka. Wyrusza z Tuśką w podróż powietrzną by znaleźć się na obcej ziemi. Ona nie pierwszy raz, Tuśka też nie, ale obie pierwszy raz same. No nie, walizka ma Tuśkę a Tuśka??A Tuśka przestróg kilka, adresy i przede wszystkim telefon. Leci sobie by szlifować angielski…do szkółki. Pięć razy w tygodniu po 4 godziny, a później wylegiwanie na plaży o ile pogoda nie będzie typowo angielska.Zakwaterowanie ma u rodziny..obcej.I gdy się okazało, że to para studencka wyjazd zyskał wyższe notowanie…u Tuśki…a u mnie…no sami się domyślacie, ale nadal liczę na rozsądek młodzieży 🙂 No i, że dziecię kilka nowych doświadczeń zdobędzie…ale i tak zaczynam się już denerwować, choć wylot dopiero jutro rano….

Zapachy…

Wstaję na tyle wcześnie by móc leniwie posiedzieć na tarasie  z gazetą w ręku i zjeść śniadanie. Czuję już zapach wakacji, gdy słonko przygrzewa o tak wczesnych godzinach, ptaki śpiewają, a na stole codziennie gości misa truskawek i czereśni…Pszczoły brzęczą wesoło, a muchy natarczywie, wieczorem komary nie dają posiedzieć, ale co tam …Lato już pełną gębą:D Nawet jeśli nie ma się perspektywy ucieczki na kilka dni gdziekolwiek to i tak wakacje brzmią cudnie.Bo las blisko i woda też..i pewnie kto żyw i o zdrowych zmysłach będzie uciekał na ten dłuższy weekend za miasto, a ja znowu pognam w przeciwną stronę 😉 Ale tym razem wyląduję też w oazie miejskiej zielni, poczuję  zapach pieczonego mięsiwa tudzież innych specjałów oraz aromat czerwonego wina. Pewnie znowu jak co roku będą tańce na trawie, może tym razem na boso? Rozmowy i śpiew do późnych godzin nocnych…A na drugi dzień wrócę na wieś, by gościć swoich mieszczuchów i poczuć smak i zapach miodu…tak, tak czas na miodobranie….

Samiec zawsze gotowy?…

O przyjaźni damsko-męskiej już wielokrotnie pisano tu na blogach. Czy w ogóle istnieje czy jest możliwa. Większość wypowiadających się uważa, że nie, choć być może są wyjątki. Ja wiem, że jest ona trudna, ale możliwa, bo sama jej doświadczam już tyle lat. I wiem, że nie z każdym facetem można się zaprzyjaźnić, bo prędzej czy później z jednej strony coś zaiskrzy. Osobiście przyjaźniłam się z wieloma, tak klasycznie, najpierw była przyjaźń później miłość, a później znowu przyjaźń. Albo tylko przyjaźń, ale w końcu On chciał coś więcej…Więc wiem, że tak naprawdę mieć w facecie przyjaciela to niełatwa sprawa. Ale mam. Poznaliśmy się jak miałam osiem lat, a On cztery. I trwa to do dziś i nigdy z żadnej strony nic nie zadziałało głębszego, żadna iskra, żadna chemia…Jak brat i siostra do dziś. I cenię sobie właśnie takie klarowne stosunki z facetami. Z tymi, co się przyjaźnię lub koleguję. Nie flirtuję, nie bawię się w żadne podteksty; jeśli jesteśmy kumplami, to tylko tyle i już. Więc, gdy dostałam od kumpla zaproszenie na obiad do Pałacu w M., nie wahając się, przyjęłam, bo po pierwsze  nigdy tam nie byłam, po drugie mój własny mąż był na wyjeździe więc i tak gotowanie obiadu mi odpadało, a po trzecie lubię towarzystwo owego kumpla. Pałac mnie oczarował, a może raczej jego otoczenie, obiad był smaczny, a kawa wyśmienita.Skusiłam się, pomimo że jeszcze nie powinnam jej pić 😉 Ogólnie było sympatycznie i wesoło, ot takie koleżeńskie spotkanie w plenerze. Tym bardziej przecierałam oczy  ze zdziwienia, czytając nazajutrz to, co mi zostawił na GG. Zasugerował się moim opisem, który dotyczył mojej wieczornej przejażdżki na rowerze. Nie będę tu cytować ani jednego ani drugiego. Jedno wiem, że to co mnie się wydaje klarowne, niekoniecznie musi się tak wydawać drugiej stronie. Na szczęście wyjaśniliśmy to sobie, a mnie pozostało wrażenie, że facet zawsze pozostaje samcem gotowym na łowy…;).

Wiatr we włosach…

W końcu go dopadłam, a właściwie ją, bo to dama…damką zwana 😉 Wraz z koleżanką i Maksiem przy boku, a właściwie przy kole wyruszyłyśmy na podbój okolicznych dróg, dróżek  i ścieżek.Tempo narzuciłyśmy niezłe jak na pierwszy raz w tym sezonie, ech no co tu dużo ukrywać innych sezonów nie było, przynajmniej u mnie. Dzielne byłyśmy, bo cel mamy słuszny, koleżanka chce schudnąć, ja kondycji nabrać, więc gdy zostawała w tyle krzycząc, żebyśmy się zatrzymały, ja tylko odwracałam głowę i odpowiadałam ze śmiechem: „Dawaj, dawaj  młodsza jesteś „…I tak dzielna była, bo miała  rower bez hamulców. Cudnie było, ten pęd i wiatr we włosach…jak najlepszy fryzjer, bo gdy dotarłyśmy do domu spytano się, czy fryzurę sobie właśnie zrobiłam 😉 Koleżanka z zawodu fryzjerka…jednak wiatr tym razem większe zrobił wrażenie…A dziś, no cóż, myślałam, że będzie gorzej, ale z moimi czterema literami ok i nogi też się nie uginają…Jedynie kark mnie boli…

A lato całą gębą już…Truskawki z ogródka teściowej, czereśnie z własnego drzewa i w końcu temperatury z dwójką z przodu…

No i czas powoli wyciągać wielką walizę i przygotować dziecię w świat….

Ogłaszam wszem  wobec, że nad polskim morzem można się opalić i nawet na plaży posiedzieć bez ubrania 😉 skutki tego będę dziś naocznie oglądać …Więc chyba nie jest tak źle z tą pogodą…

Kult picia…

Młodzież jest różna…zawsze była i jak wiadomo, każdy wiek ma swoje prawa. Młody chce wszystkiego spróbować, posmakować, a w szczególności tego, co zakazane. Nastały czasy, że nasza młodzież szybciej dorasta do…seksu…i wszelakich używek. Już nikogo nie szokują 15 -latki w ciąży czy też 15-17- latki zalane w trupa. Dziś szokują dzieci pijane…Bo młodzieżowa impreza bez alkoholu to już utopia. Na każdą wycieczkę szkolną czy też imprezę trzeba coś przemycić lub napić się wcześniej, bo przecież doznania nie będą takie  jak po trzeźwemu. Szokujące może być jeszcze tylko to, że w wielu klasach to dziewczęta wiodą  prym…W dobrych klasach w elitarnych szkołach. Niestety…Coś co  dotyczyło marginesu, teraz jest i na salonach…Ja winię dom a nie czasy, w których alkohol jest w zasięgu ręki, a sprzedawca nie pyta się o wiek. Zresztą 18 lat i tak uważam, że to za wcześnie, ale tak naprawdę to nie o to chodzi. Czy mam 18, czy więcej, ale o kulturę a nie o kult picia dla picia…Bo modne, bo wszyscy, bo w domu żadne towarzyskie spotkanie nie obejdzie się  bez alkoholu…

Wczoraj zostałam zaproszona na kawę i ciasto z okazji Bierzmowania…Na stole pojawił się alkohol i to nie w małej ilości… Kolejna rodzinna-towarzyska okazja do wypicia.Wątpliwy przykład dla własnych dzieci. Pamiętam swoje bierzmowanie, wspólnie z moją Przyjaciółką i naszymi rodzicami poszliśmy do kawiarni „Marzenie”  na puchar lodów…

Wycieczka wstecz…

Wczoraj zrobiłam sobie wycieczkę w przeszłość, a to za sprawą  paszportu Tuśki, który potrzebowała wziąć ze sobą, bo ma ochotę wraz z koleżanką odwiedzić  przygraniczne niemieckie miasteczko. Paszport za rok kończy ważność  i czas najwyższy go wymienić, bo ze zdjęcia wygląda  uśmiechnięta buzia z warkoczykami, mała Pocahontas jak każdy mówi 🙂 Zresztą cały jest już w stempelkach i wizach,  a i w tym roku co nieco jeszcze dojdzie…Tuśka ma to szczęście,  by swoje młodzieńcze lata przeżyć w Polsce z otwartymi granicami. A ja w swoich wspomnieniach mam zachowany obraz całonocnego i dziennego stania w kolejce po paszport, by usłyszeć, że go nie ma. Jednak  wiedziałam, że różnymi kanałami był załatwiany, bo nazwisko  było na cenzurowanym.Więc chociaż nogi się pode mną ugięły, to wykrztusiłam, że „musi być „…Pan spojrzał na mnie przenikliwie, chwycił za słuchawkę telefonu i po chwili powiedział...’Proszę wyjść i poczekać 40 minut”...I pamiętam jak dziś, że gdy minęły, zostałam ponownie poproszona i wręczono mi upragnioną książeczkę w zamian za dowód osobisty…Miałam wrażenie, że na chybcika mi go wypisywali…Mogłam wyjechać…Mogłam i nie wrócić …tak jak zrobiło to wielu moich wtedy znajomych  i znajomi znajomych…Wybrali wolność, kraj bez cenzury i SB. Po powrocie zatrzymałam się u rodziców kolegi i stamtąd dzwoniłam do domu, wiedząc, że rodzice nie mają żadnej pewności czy zostałam, czy nie, a od rodziców kolegi dowiedzieliśmy się, że Wolna Europa nadawała, ilu nas zostało. Z 5 całych autokarów  do Polski wrócił jeden i  w drugim kilka osób…Więc zadzwoniłam, a mama cała szczęśliwa nie pytając się o nic tylko co sobie życzę specjalnego do jedzenia..jednak SB-ek podsłuchujący rozmowę , nie wytrzymał się i wtrącił się i rozłączył nas…Gdy oddawałam paszport, usłyszałam kąśliwe uwagi, a nawet sugestię, że go już tak szybko nie dostanę…Więc poczekałam kilka lat, aż ustrój się zmienił. Bez łaski, poniżenia mam go w domu, w tym roku kończy się ważność i też jest cały w stempelkach..Zostając wtedy w kraju nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś po Europie będę mogła podróżować bez niego…

Zapachniało, zasmakowało…latem…

Nie wiem jakim cudem…no ale przecież cuda się zdarzają dziś od samego rana gości u mnie lato!  Zapach i smak …prosto z własnego drzewa cudnie dojrzałe czereśnie przyniesione przez mojego tatę. I słoneczko mocno przygrzewa, więc jest szansa, że usiądę na tarasie w pełni jego blasku z miską czereśni i będę pluć pestkami na…wszystko;)…A swoją drogą jestem zszokowana co kawałek słoneczka może z ludźmi zrobić…Wczoraj za szyby samochodu oglądałam roznegliżowanych ludzików i tych nawet w kurtkach puchowych…Jadąc dostawczym sprinterem niestety nie miałam termometru, który by mi podpowiedział, ile to na zewnątrz akurat jest. Sama wyjeżdżając z domu, miałam koszulkę, sweterek cienki i grubą marynarkę ze sztruksu na sobie i wcale za ciepło mi nie było…więc… Więc później zdjęłam tylko marynarkę…Inni bardziej odważni widocznie są…;).

No dobra nie będę przynudzać i rozwiążę Wam tę zagadkę. Fakt utrudniłam ją, bo powinnam zapytać kto lub kim są…

Dostałam SMSa od Tuśki treści:’ Jestem z dziewczynami i bobami, wrócę później”…Odpisałam jej ;” Co to znaczy „bobami” i co to znaczy później „? Więc zadzwoniła i mówi: „Oj mama, boby to: Peyton, Krowa, Skuter i Smalec…co nie wiesz ?

No i co, teraz już wiecie?

No ja Peytona i Smalca odróżniam..Krowę i Skutera znam ze słyszenia i widzenia też, ale który jest którym nie wiem…

A swoją drogą jak można nosić takie przezwiska?

Tygłysica była z Was najbliżej ;D