Smycz…

Jaki przydatny i już prawie nieodzowny, to każdy chyba wie. Ale też to smycz, z której czasem trudno się zerwać  bez konsekwencji…

W środku tygodnia, w środku nocy, obudził mnie sygnał nie swojej komórki, zupełnie obcej, ale tak głośnej, że umarłego by obudził. Nieprzytomnie, ale odruchowo odebrałam i usłyszałam obcy głos kobiety ” czy ty zamierzasz wrócić do domu, czy…” dalej nie usłyszałam, bo się rozłączyłam…Stanowczo, bo  jeśli już, to spodziewałam się usłyszeć męski głos i to znajomy. Czułam się jakbym dostała obuchem w głowę…Ale najpierw musiałam coś zrobić, by ten telefon przestał dzwonić, budząc wszystkich domowników o 2 -ej w nocy…Kilka połączeń odrzuciłam, a i tak nie udało mi się go wyłączyć, dopiero opcja wyciszenie uciszyła to cholerstwo. No i zaczęłam główkować…najpierw sobie pogratulowałam w duchu, że przytomnie się nie odezwałam pierwsza, bo nawet sobie nie wyobrażam, co by było, gdyby ta kobieta zamiast głosu męża usłyszała mój głos. A później się zaczęłam martwić, gdzie podział się właściciel tego telefonu, bo byłam przekonana, że to on dzwoni, szukając swojej zguby. Rozstaliśmy się 5 godzin wcześniej i dawno powinien dotrzeć do domu…No i resztę nocki miałam z głowy, bo krążyły  mi po głowie czarne myśli z wypadkiem włącznie, i czy nie powinnam jednak oddzwonić do żony i …no właśnie, i co?

I z tym pytaniem zwracam się do czytelników…