SMS…

…Krótka tekstowa wiadomość. Dochodząca zawsze, o każdej porze w kilka sekund od wysłania, pod warunkiem, że odbiorca usłyszy charakterystyczny dźwięk jej przyjścia. Informacyjna, przypominająca, pytająca, zapraszająca, wywołująca uśmiech, zmarszczenie czoła, zdziwienie, szybsze bicie serca, ale i wkurzenie, i irytację…Czyli mnóstwo emocji…Euforie  i obojętność też. Ale bywa i taka, że  po przeczytaniu kilku słów …świat się obsuwa spod nóg…

„…to już koniec, więcej nie przyjadę a dlaczego sama się domyśl”…

Takimi słowami można skończyć związek…Podobno to z duchem czasu. Młodość i niedojrzałość tak ma…Podobno. Ale  to facet trzydziestoletni kończy tak swój ponad roczny związek.

No i teraz rodzi się pytanie, czy dobrze, że są te SMS-y czy nie…? Bo może gdyby nie było, to w ogóle nie dowiedziałaby się, że to już koniec. Bo trudno porozmawiać przez słuchawkę  i słyszeć czyjś głos, ale najtrudniej powiedzieć bezpośrednio i widzieć czyjeś oczy…