Słup…

To nie był taki zwykły słup. To był nasz słup, na naszym osiedlu. Świadek przywitań i rozstań, wielu rozmów błahych i tych poważnych. To przy nim codziennie, sześć razy w tygodniu, spotykałam się z Przyjaciółką, by razem wyruszyć do szkoły…najpierw jednej,  później drugiej. To przy nim nasze drogi rozchodziły się do domów. I tak codziennie…zawsze o ustalonej godzinie. A gdy chciałyśmy po południu lub w wolny dzień wyjść  na podwórko, lub ruszyć w miasto, to jedna do drugiej dzwoniła  wymieniając jedno magiczne zdanie ” To za 5 minut przy słupie„. Teraz po latach na tym osiedlu nadal mieszkają nasi rodzice. Ostatnio rozmawiając z Przyjaciółką, powiedziałam, że kiedyś wrócę do miasta i najchętniej na stare mieszkanie. A Ona z uśmiechem stwierdziła, że to duże, w którym obecnie mieszka pewnie zostawi któremuś synowi, a sama chętnie przeprowadzi się  na nasze osiedle do mieszkania rodziców. I jednocześnie powiedziałyśmy:” I znowu będziemy spotykać się przy słupie„. Tylko że słupa już nie ma….Ale MY jesteśmy 🙂 I być może  historia zatoczy koło….

Reklamy