Jaka jest…?

Jaka jest prawdziwa kobieta…

Nigdy nie ma:

– czasu

– pieniędzy

-w co się ubrać

Zawsze ma:

– rację

-genialne dzieci

-męża idiotę

Z niczego potrafi zrobić:

– sałatkę

– kapelusz

– awanturę małżeńską

No i co zgadzacie się czy nie?

…ech miało być o pewnym facecie i w ogóle, ale coś mi mój żołądek atrakcje dostarcza więc po co jeszcze nerwy sobie szargać… jak się uspokoi..napiszę…

A dziś słoneczka cudnego wszystkim życzę,  w końcu wiosna kalendarzowa już jest !!!!!

 

Reklamy

Wyszło słońce…

Zamknęłam drzwi, zostawiając Ją za nimi…uśmiechniętą…A wcześniej śmiała się w głos. Za tymi drzwiami dopiero zeszło ze mnie napięcie ostatnich dni. Wiem, wiem, że smutek, gorycz tego, co się stało jeszcze pewnie nie raz powróci, ale powoli wraca do życia, nabiera sił, by ostatecznie postawić „kropkę nad i”…By w końcu skończyła się pewna historia i ukazał się napis The End…Wracałam z mojego Dużego Miasta w pełnym słońcu i tak się nim delektowałam, że w końcu jest na niebie i świeci cudnie, ogrzewając moją twarz swoimi promieniami, że nawet nie włożyłam okularów, choć zawsze mam je na nosie, nawet w pochmurne dni. Ale chciałam, żeby mnie oślepiało, chciałam się nim nacieszyć. I szary, zalegający jeszcze gdzieniegdzie śnieg, nie wydawał się już taki brudny, a dziury, w które co jakiś czas wpadałam, mniej uciążliwe.I choć dzień wcale ciepły nie był, to czuło się już zapach wiosny…Ona stoi już za rogiem w zielonym kapeluszu i przebiera nogam,i by w końcu nadejść i oszołomić nas swoimi zapachami i kolorami…I wiem, że przyjdzie taki czas, że wkroczy w serca te mniej teraz szczęśliwe, by rozkwitnąć nadzieją…

Bezradność…

Niemoc, która ogarnia…gdy tak bardzo się chce, a nie można…Bo nie da się przejąć cierpienia drugiej osoby na swoje barki. Ani tego fizycznego, ani wtedy gdy cierpi dusza…Ból fizyczny można złagodzić, są na to środki, ale ten psychiczny, gdy boli dusza i serce…na to cierpienie nie ma lekarstwa…Bo jak pomóc?? no jak?? Można przytulić i kolejny raz powiedzieć, że jeszcze przyjdzie szczęście, że przecież to nie koniec świata…Można i trzeba, ale to wcale nie pomaga. Patrzę więc bezradnie…I nie wiem czy nawet zdeptanie przyczyny tej bezradności byłoby coś w stanie zmienić. Bo każdy z tym bólem musi poradzić sobie sam.

A niech mówią ;)

…WE’RE TOO YOUNG TO BE THIS OLD!

Nie obchodzi mnie co inni mówią …jesteśmy zbyt młodzi by być starzy…

Ja się tak czuję a Wy?? Oj tam nie pytam się tu nastolatek czy dwudziestolatek co tu zaglądają, choć wiem ,że czasem młodzi ciałem czują się staro duchem ;))

Wiem , wiem, że już nie jestem najlepsza w klasie  na 400 m ,a nawet na 100m, teraz to córcia przejeła tę pałeczkę…No i pływa lepiej , ale jeśli chodzi o tańce to dorównuję jej kroku..;))Rozmiar noszę tylko jeden no góra dwa większy od Niej, ale to tylko dlatego ,że jeszcze mnie nie przerosła ;)…Więc co tu dużo mówić, choć czasem pojawia się myśl czy to wypada?, ale zaraz odganiam ją jak natrętną muchę , czuję się młodo, choć niejeden raz życie mnie przygniotło…

A Wy?…

Naiwność…

Chyba każdy z nas bywa naiwny i nie bierze się to z braku doświadczenia, łatwowierności…tylko z wiary. Z wiary w drugiego człowieka. Bo wiara bywa naiwna…tak jak dziecko…wierzymy, że jeśli ktoś się tak bardzo stara, to nas nie skrzywdzi, nie oszuka, nie zdradzi…Nie doszukujemy się drugiego dna. Naiwnie wierzymy w swoje szczęście i …miłość. Naiwnie wierzymy, że jeśli my sami nie potrafimy igrać z czyimś uczuciem, to inni też…Naiwnie wierzymy w słowa, gesty i czyny. Nie doszukujemy się zła, nie rozkładamy słów na czynniki pierwsze, nie kontrolujemy, nie szpiegujemy. Naiwnie myślimy, że coś musi się najpierw zacząć psuć, żeby nastąpił krach…Zawsze myślałam, że wolę mieć w sobie tę naiwność i wiarę…I przekazać je dzieciom…przekazać, że zawsze warto wierzyć w drugiego człowieka…Teraz już sama nie wiem…

Rozstanie…

Decyzja o rozstaniu jest zawsze trudna i bywa bardzo bolesna. Szczególnie gdy nadal darzy się uczuciem, a tylko zaufanie prysło jak bańka mydlana. Bo miłość nie ulatnia się z sekundy na sekundę, nawet z godziny na godzinę, ani w tydzień, nawet w miesiąc a bywa i nawet, że pozostaje dłużej, choć dusza i serce poranione. Tylko zaufanie można stracić w ciągu jednej krótkiej chwili. Można…choć komuś się wydaje, że to niemożliwe, że zawsze są jakieś symptomy…Tylko niemożliwe staje się możliwe, gdy ktoś pięknie gra, kłamie i oszukuje. Prowadzi podwójne życie…Bo życie to teatr…a czasem serial brazylijski…Jestem pełna podziwu jak można żyć w takim zakłamaniu i zmusić innych by milczeli. Każde nieopatrzne słowo zduszone w zarodku. Jestem pełna obrzydzenia i pogardy, bo nie rozumiem, po co i dlaczego. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje osoba, której kilkanaście miesięcy życia, to było jedno wielkie kłamstwo, kłamstwo, które mogło nadal trwać…O tej decyzji On jeszcze nie wie…Od dwóch dni chodzę do tyłu…

Wszystko jest na dobrej drodze….

…tylko jak ta droga wygląda?? Każdy dobrze wie…wąska, zatłoczona i dziura na dziurze. Ale jeden z drugim ze szklanego ekranu wmawia nam, że nie jest wcale tak źle…Tylko czemu tak wielu z nas wybiera inna drogę? Bezpieczniejszą, prowadzącą do celu…do zrealizowania swoich marzeń…Kiedyś starym Autosanem jechałam cudną autostradą ku wolności. Wróciłam…nawet jej nie posmakowałam. To był mój wybór…świadomy wybór i nie żałuję.Tylko czemu muszę się czerwienić gdy słucham takich bzdur…”wszystko jest na dobrej drodze”…