Szacunek w męskim wydaniu…

Gdy kogoś szanujemy, to go nie oszukujemy, nie okłamujemy, nie zdradzamy…To takie oczywiste, tak mnie się przynajmniej wydaje…Ale niektórzy panowie dziwnie pojmują słowo szacunek. Kilka miesięcy temu poznałam kogoś, kogo znałam tylko z opowieści i to z czasów dość odległych. Osobnik okazał się przystojnym i dość ujmującym panem w odpowiednim wieku. Szybko się dogadaliśmy, a nawet polubiliśmy wzajemnie. Do tej pory znałam jedną wersję wydarzeń sprzed lat, teraz mogłam poznać historię z drugiej strony. Był on kiedyś bardzo zakochany, wzajemnie, ale zostawiony bez słowa wyjaśnienia. Pięć lat trwało, zanim wyleczył się z tej miłości. Gdy poznał odpowiednio sympatyczną dziewczynę, postanowił założyć rodzinę, bo czas ku temu już był. Ożenił się, założył firmę, wybudował dom, urodziła mu się córka. I do niedawna wiódł spokojne życie rodzinne. Raczej bez burz i zawirowań, ale też i bez namiętności.Gdy nagle pojawiła się miłość sprzed lat. Nie opiszę tu wspólnych spotkań, wyjaśnień tego, dlaczego tak się stało…Powiem tylko, że choć na początku się asekurował, to sam bez przymusowej woli brnął w odnowioną znajomość. Wiem o tej znajomości wszystko, ze szczegółami, ale chcę tylko przytoczyć jego słowa:”Moja żona nie zasłużyła na to, by ją zostawić”…Wiele słyszałam o szacunku do niej i jaka to z niej świetna gospodyni domowa. Nic o uczuciach ani wcześniej do niej miłości. Taki przyzwoity człowiek, szanujący, któremu nie przeszkodziło… zdradzić…To nie jeden przykład męskiego wydania szacunku…Kiedyś usłyszałam od młodego małżonka, że on bardzo swą żonę szanuje i dlatego jak ona ma migrenę, to pocieszenie w ramionach innej znajduje…

Reklamy