Bezradność…

Niemoc, która ogarnia…gdy tak bardzo się chce, a nie można…Bo nie da się przejąć cierpienia drugiej osoby na swoje barki. Ani tego fizycznego, ani wtedy gdy cierpi dusza…Ból fizyczny można złagodzić, są na to środki, ale ten psychiczny, gdy boli dusza i serce…na to cierpienie nie ma lekarstwa…Bo jak pomóc?? no jak?? Można przytulić i kolejny raz powiedzieć, że jeszcze przyjdzie szczęście, że przecież to nie koniec świata…Można i trzeba, ale to wcale nie pomaga. Patrzę więc bezradnie…I nie wiem czy nawet zdeptanie przyczyny tej bezradności byłoby coś w stanie zmienić. Bo każdy z tym bólem musi poradzić sobie sam.

Reklamy