Niebo nie tylko w gębie…:)

O piątej rano wyrwana ze snu, nawet Maksio zdziwiony, że to ja go budzę, a nie odwrotnie. Ale musiałam stawić się o konkretnej godzinie, w konkretnym miejscu, w konkretnym celu, tyle że ponad 130 km od domu. Mimo minus 11 stopni i nierozgrzanego samochodu, bez łyka gorącej kawy, ziewając niemiłosiernie, ale z uśmiechem na ustach, a pod koniec drogi ze słońcem na niebie dotarłam nawet odrobinę za wcześnie…I tu mój humor powoli się ulatniał jak powietrze z balonika, gdy minuty mijały i…nic…Konkretna godzina może i mnie obowiązywała, ale innych już niekoniecznie…A gdy w końcu załatwiłam to, co miałam do załatwienia z prawie dwu godzinnym poślizgiem, na koniec zafundowałam sobie trochę bólu…Myślałam, że ja odporna jestem i takie tam pobranie krwi to dla mnie pestka…Owszem, ale chyba tylko, jeśli pielęgniarka wie, co robi…Ta nie widziała…Pokuła mnie w trzech miejscach kilka razy i gdy nawet jednej kropli nie uroniłam, wezwała na pomoc koleżankę…No i tu się zaczęło: pokrzyczałam sobie i pośmiałam się też, ale chyba to histeryczny śmiech z zaskoczenia własnej reakcji i z tego, że aż tak bolało. Efekt końcowy był taki, że wyszłam z czterema plastrami i jednym porządnym siniakiem. Później już było tylko przyjemniej…Nowa Chmielewska w Empiku (to wiadomość dla jej miłośników), kawka z Przyjaciółką w cafejce, i gdy Tuśka po szkole do nas dołączyła, namówiły mnie, bym została, bo powrót miałam w planie. Stwierdziwszy, że po takich torturach trochę rozrywki mi się należy- zostałam. Z Tuśką poszłyśmy do kina na „Jak w niebie” i wszystkim polecam, choć to bajka, ale pięknie opowiedziana ze świetnymi, pełnymi humoru dialogami i sytuacjami…taka do pośmiania się i łezkę też można uronić..ech…I muszę dodać, że niestety nasze rodzinne produkcje komedii romantycznych nie mają takiej lekkości i chyba jeszcze nam daleko do tych hollywoodzkich…A wieczór spędziłyśmy u Przyjaciółki przy lampce wina, gadając do późna w nocy…Bez śledzika i wódeczki 😉 Zima rano mnie zaskoczyła…normalnie jak drogowców;), ale mąż Przyjaciółki stanął na wysokości zadania i odśnieżył samochód, dolał płyn do spryskiwaczy i ..,rozgrzał :)…A w domu czekały na mnie cztery jednodniowe soczki i kremówki od teściówki…No wiem, że post…ale co tam, zgrzeszyłam…i poczułam się jak w niebie…;D

Reklamy