Anioły…

Dostałam wczoraj od Przyjaciółki cudnego Anioła…Siedziałyśmy w kawiarni przy pysznej kawie i ciachu z wielkimi truskawkami, gdy nagle zniknęła mówiąc, że po papierosy…Gdy wróciła, w ręku trzymała kolorową torebeczkę z której wystawały piękne skrzydła i głowa i kładąc ją na stolik powiedziała: „To dla ciebie, by wspomagał twojego Anioła Stróża”…Cudny…
Mój Anioł Stróż…hmmm wiem, że jest …przecież już mając 9 lat mogłam wybrać się do Aniołków, a skończyło się miesięcznym pobytem w szpitalu i takim samym długim w domu… Pół roku później mogłam zostać półsierotą, gdy moja mama zachorowała na śmiertelną chorobę…A wczoraj mogłam się cieszyć pysznym obiadem u Niej…Sama mogłam osierocić dziewięcioipółletnią Tuśkę i prawie siedmioletniego Miśka, gdy ta sama choroba zaatakowała mnie…
„Jeśli stajesz twarzą w twarz ze śmiertelną chorobą, jest w tym coś, co sprawia, że nigdy do końca nie wracasz z tej wyprawy” To prawda…ale też potrafisz walczyć i stajesz się silniejsza…
Kolejny raz tak niedawno Anioł uchronił Miśka i nas…bo przecież mogło się stać inaczej…
Czy czuję się bezpiecznie pod jego skrzydłami?? Tak…ale staram mu sie pomagać…Tak jak mnie pomagają anielskie żywe istoty tu na ziemi, które są przy mnie zawsze z wyciągniętą dłonią do pomocy, z uśmiechem i słowem dającym otuchę….Bo Anioły są wśród nas…
Nie wierzycie???
To się uważnie rozejrzyjcie a zobaczycie…:)