Huśtawka listopadowa…

Jestem już dużą dziewczynką, którą rzeczywistość nie zawsze rozpieszczała. I wiem, że życie to nie bajka, ani ubezpieczalnia społeczna. Że nie zawsze w zdrowiu, szczęściu i dostanie…że w tym świecie musi być jakaś równowaga. Ale czasami czuję się zawiedziona, tak jak mała dziewczynka, która dostała lizaka i gdy poczuła jego smak to zaraz jej go odebrano…
Wczoraj uśmiech na twarzy, bo Misiek już bardziej sprawny, pierwsze kąpiele w wannie i jazda na wózku. W końcu, choć na chwilę opuszczenie łóżka i w innej pozycji oglądanie świata-poza salą w której leży…Dziś decyzja o zabiegu pod narkozą, jest martwica, trzeba ją usunąć i mglisty termin wyjścia ze szpitala…

Obrzydliwy ten listopad….Przejmujące zimno, deszcz i wiatr hulający z zawrotną prędkością. Przynoszący troski i zmartwienia. Nawet księżyc już dawno nie zaglądał do sypialni…
Gorąca kawa w ulubionym kubku, ogrzane dłonie przez moment dają ukojenie, zwolnienie tempa myśli kłębiących się w głowie…
Obrzydliwy ten listopad…
P.S. Znajomy już pan z szatni szpitalnej na moje Dzień Dobry odpowiedział: ” Będzie dobry jak się pani uśmiechnie….”

Reklamy