Jaka płaca taka praca …?

Są zawody, w których  nie wystarczy tylko dobrze wykonywać powierzone zadania…Trzeba lubić swoją pracę, wykonywać ją z pasją, oddaniem…I mogłabym tu je powymieniać, ale mnie- z racji tego, co nam się przydarzyło- chodzi o służbę zdrowia, konkretnie o zawód pielęgniarki. Jak sama nazwa wskazuje powinna pielęgnować…Ja wiem i rozumiem, że mało zarabiają, że pracują w różnych warunkach borykając się z brakiem prawie wszystkiego na oddziale, ale to chyba nie przeszkadza być miłym i uczynnym, a przede wszystkim kompetentnym. I wykonywać swoją pracę…swój zakres obowiązków. Nie jestem osobą upierdliwą, przy której wszyscy muszą skakać…i gdy bywałam unieruchomiona w łóżku, czułam się z tym bardzo źle nie mogąc nic koło siebie zrobić, zdana w końcu na obce osoby…Miałam szczęście, bo tam, gdzie leżałam, setki kilometrów od domu, zdana na innych, trafiłam na cudowne pielęgniarki…Misiek nie ma takiego szczęścia, a mnie serce się kraje i to nie tylko z powodu mojego w końcu dużego syna, ale innych dzieci…Bo na takim oddziale, gdzie są nawet niemowlaki, serca Pań w Białych Czepkach, powinny być bardziej pojemne, wyczulone na krzywdę i niemoc tych dzieciaków. Jest „siostrzyczek” tam sporo, a oddział nieprzepełniony, przy wielu dzieciach rodzice zostają nawet na noc, pielęgnując swoje pociechy…A gdy się którąś poprosi, zawsze słyszę „za chwilę”...później, za chwileczkę”…i tak mija ponad 20 minut… Przychodzi z kwaśną miną, że przerwało się pogaduchy w dyżurce. Najgorzej mają te dzieci, które nie mogą wstawać nawet do toalety, prosząc kolejny raz o „kaczkę,” narażone są na drwiące uwagi zirytowanej siostry, która stwierdza, że chyba na złość jej pacjent robi tak często wołając za potrzebą…Strach się odezwać…I mam wrażenie, że swój zawód wykonują w określonych godzinach…od 7 do 15, gdy jest cały personel i czujne oko przełożonych…Popołudnia i noce oraz wolne dni pokazują, że są tu jakby za karę…Dla Miśka, który jest w wieku dojrzewania, sam fakt jest krępujący, że ktoś Go musi umyć i wyręczyć w tak wielu czynnościach; proszenie, wręcz krzyk, bo nawet dzwonków przy łóżkach nie ma, sprawia mu wielki kłopot, bo widzi i słyszy…Jesteśmy na zmianę  z mężem po kilka godzin u Niego…na noc zostaje sam…na łaskę i niełaskę białych fartuchów…