Cicho…

Pusto, cicho…nawet Maksio znika na całe dnie, a gdy już jest, to patrzy tymi swoimi brązowymi oczami z wyrzutem, że tylko ja się plącze po domu…Nie rozrabia, nawet nie ściąga z łóżka rano jak to zawsze zwykle robił, tylko wskakuje w nogi i leży spokojnie…

Jeszcze napięcie nie minęło, jeszcze nie można odetchnąć z ulgą…staram się nie myśleć i spokojnie patrzeć w przyszłość…Wynajdując sobie miliony zajęć… Paradoksalnie to widok Miśka w szpitalu dodaje mi sił…Bo On jest pogodny mimo bólu, nawet przy dostawie krwi sobie żartował z lekarzem i pielęgniarkami…Gorączkuje i to jest niepokojące, ale jeszcze może…Po konsultacji z Profesorem, który pół nocy nie spał, gdy mój tata pomylił co ma złamane, tak się przejął, wiemy, że pięknie mu zoperowali i teraz tylko pozostaje czekanie…by nie wdała się żadna infekcja, martwica…

Dziękuję Wam wszystkim za słowa otuchy i w wiarę, że wszystko będzie dobrze…

 

Reklamy