Wańka -Wstańka…

Pamiętam jeszcze z dzieciństwa zabawkę, na którą mówiono Wańka -Wstańka. Gdy ją się poruszyło, to przewracała się, ale zawsze do pionu wróciła, czasami mocniej poobijana, czasami mniej…
Jakiś już czas nie miałam żadnej wiadomości od bliskiej koleżanki mieszkającej obecnie w Stanach. Trochę się niepokoiłam, szczególnie że ta drobna, nieduża kobietka wiele w swoim życiu przeszła. Gdy Ją poznałam była po leczeniu z ciężkiej choroby, z mężem pijakiem na karku pomimo rozwodu. Wspólne mieszkanie z tym człowiekiem wykańczało Ją… Straciła pracę, rozpoczęte zaoczne studia licencjackie…tylko niewielka renta chorobowa na utrzymanie wszystkiego i spłacanie kredytu za mieszkanie…Postawiła wszystko na jedną kartę…sprzedała mieszkanie, spłaciła męża i kredyt i wyjechała za ocean do człowieka, który okazał się bestią. Prawie rok trwał Jej horror u boku tego człowieka.
Miałam sen…gdy się obudziłam, dziwnie się czułam…Jak prawie codziennie rano idąc do kuchni by zaparzyć sobie kawy włączam komputer i wchodzę na pocztę…Jest emalia od Niej, po paru tygodniach milczenia…radość i przerażenie rosnące z każdym czytanym następnym słowem…Gdy w końcu uwolniła się od bestii, znalazła pracę i dostała dofinansowanie na studia, a obok pojawił się ktoś ciepły, miły i otoczył Ją swą opieką…Znowu los krzyżuje Jej plany…Podstępnie choroba zaatakowała…Szpital, operacja…a teraz długie leczenie…rokowania…
I słowa: Dam radę, nie pokona mnie drań…Bo ja jestem Wańka -Wstańka…podniosę się…