Leniwa jesień…

Jadąc przez lasy  po skąpanej słońcem drodze do mojego miasta, stwierdziłam: że Pani Jesień jeszcze nieśmiało maluje pędzlem…Zieleń nadal króluje, choć już dojrzała a nie soczysta. Brązów, rudości jeszcze mało, choć liście fruwają po wietrze…Babuszki siedzące na chodnikach z wiaderkami pełnych astrów i chryzantem; jarzębiny, borówek i jeżyn w słoikach. W sklepach z ciuchami lato z jesienią, a nawet zimą się miesza…Na zebraniu u Tuśki zaś wiosna, bo o maturze, którą zresztą za rok dopiero zdaje; pani głosem monotonnym wraz z słońcem świecącym przez okno usypiała nas rodziców…Leniwie się zrobiło…Noc przegadana z Przyjaciółką i powrót z córką na wieś… A tu niespodzianka: zielone w czarne się zmieniło i jakby trochę lat ubyło 😉 A dziś ponownie wyruszam do Dużego Miasta…na spotkanie klasowe…tak jak sobie obiecaliśmy w lutym, że następne będzie we wrześniu. Kto tym razem będzie…?? A kto nie??…Usiądziemy przy piwie, rozgadamy się…. pośpiewamy, potańczymy…zabawimy się 😉
Wam też życzę udanego weekendu …mimo jutrzejszego dokonywania wyboru 😉