Od kuchni…

Bez bicia muszę się przyznać, że kucharka ze mnie bez serca. I jedno wiem na pewno, że przez żołądek do serca u mnie nie miało zastosowania. Musico mam inne walory 😉
Mamuśka, która sama nauczyła się gotować będąc już mężatką, swoją jedynaczkę do garów nigdy nie zaganiała…wychodząc z założenia, że zdążę się nauczyć. Mijają lata i coraz bardziej dochodzę do wniosku, że chyba nie zdążę 😉 Nie żebym to nic nie umiała, takie beztalencie zupełne to nie jestem, ale nie mam zamiłowania, ani serca do kuchni…choć jako samo pomieszczenie to bardzo je lubię. Jeść też…I domownicy też, więc z oporami, prawie codziennie coś tam pichcę…Najlepiej wychodzą mi miszmasze, czyli jak najwięcej produktów wymieszać razem i podać na ciepło lub na zimno. Bardziej na ostro niż na słodko…
Ale bigos i rosół podobno robię wyśmienity;) A w kuchni króluje czosnek…wrzucany gdzie tylko mogę 😉
Większe domowe imprezy kulinarnie obsługuje zaprzyjaźniona pani, która wyśmienicie gotuje. Święta przygotowuje moja mama, a ostatnio pomaga jej ciocia …obie pysznie gotują…
Swojej córci też nie mam serca do kuchni zaganiać…Wychodząc z założenia, że zdąży się jeszcze nauczyć…Może robię błąd…Pomyślę jeszcze o tym…a na razie muszę znowu wymyślić co jutro ugotować 😉