Spojrzenie wstecz…

Późny, ciepły wieczór, a właściwie już noc…Okno w sypialni uchylone a, że dachowe to podziwiam gwiazdy zaglądające i mrugające wesoło…Cisza…gdzieś tam w oddali poszczekuje pies…Słyszę warkot motoru, coraz głośniejszy, ktoś się zatrzymał, silnik umilkł…Słyszę szepty trwające dłuższą chwilę, stłumiony śmiech, cicho zamykane drzwi i ponownie odgłos motoru…Uśmiechnęłam się do wspomnień, przecież tak niedawno właśnie w Jej wieku, będąc na wakacjach u dziadków, stojąc w nocy pod bramą domu nie mogłam się rozstać z uroczym właścicielem piekielnej maszyny 😉 Z tą różnicą, że ja uwielbiałam ten pojazd, a Tuśka się boi, podchodzi z rezerwą i tylko czasami siada na maszynę, która ma niezłego kopa 😉 Woli Miśka skuter, który jak na razie z blokadą osiąga 40 km na godzinę 🙂 a ja…a ja jestem spokojniejsza…
I uśmiecham się do wspomnień…
Choć pada deszcz…