Naiwność…

To historia jak jeden (?) cwaniaczek naciągnął dwójkę emerytów…

W drzwiach stanął mężczyzna i bardzo przekonującym głosem twierdził, że przysyła go mąż kobiety po pieniądze na zakup cukru, po cenie wręcz rewelacyjnej. Kobieta uwierzyła,  bo mąż ma pasiekę, a akurat jest sezon karmienia pszczół, jednak chciała się upewnić co do prawdomówności tych słów, dzwoniąc na komórkę męża…Nie dodzwoniła się,  więc zadzwoniła do firmy…też nic…Powiedziała więc, że poprosi zaprzyjaźnionego sąsiada, by razem z mężczyzną pojechał po ten cukier…W ramach pomocy…Sąsiad został  wyproszony z samochodu po ujechaniu kilkaset metrów, pod pretekstem załatwienia jakieś sprawy przez kierowcę i obietnicy wrócenia po niego za  kilka chwil…Chyba miał na tyle rozsądku, by grzecznie opuścić pojazd, ale nie na tyle, by zapamiętać markę i numery rejestracyjne… I tak  400zł odjechało czymś zielonym… W międzyczasie kobieta dodzwoniła się do męża i usłyszała, że może się z tymi pieniędzmi pożegnać…

Jeszcze nie wierzyła, że została oszukana…

Uwierzyła, gdy zobaczyła sąsiada samego, bez cukru, bez pieniędzy…

Ta kobieta to moja mama…

Zawsze mocno komentująca podobne historie nagłośnione przez TV i prasę…

że jak tak się można dać oszukać…

Jak można być tak naiwnym…

A jednak można…