Września 12-tego…

Wrzesień to miesiąc szczególny w naszej rodzince. Sam fakt, że ja się urodziłam w tym miesiącu ;), mój tata i Tuśka no i odbył się nasz ślub…Córcia sobie wybrała przyjście na świat w pięknym momencie, jako prezent dla nas rodziców na pierwszą rocznicę ślubu…

Tyle lat już minęło i nie wiem, czy na pewno obrałabym jeszcze raz tę samą drogę, po której kroczę…Nie żałuję wyboru i decyzji o wspólnym życiu, ale na pewno kilka decyzji, które na nie wpłynęło, chętnie bym anulowała .Wymazała gumką i dorysowała nowe, inne ścieżki…Czy okazałyby się szczęśliwsze? piękniejsze? bardziej interesujące? Nie wiem…

Nieszczęścia cementują lub rozwalają związki. Ja się przekonałam, że mogę liczyć, zaufać, oprzeć się na Jego ramieniu…Daje mi to siłę do walki, by codzienność nas nie przytłaczała, by nabrała barw, różnych odcieni…By to, co kiedyś było takie piękne, nie przykurzył czas…Czasami, czasami opadam z sił, bo nie wszystko jest tak jak w marzeniach…Ale nie ustaję w poszukiwaniu nowych zapachów…Bo życie we dwoje powinno mieć aromatyczny zapach…trochę słodkawy z nutą pikanterii…