Rodzina na wakacjach…

Wstąpiłam do koleżanki na kawę, myśląc, że zastanę zadowoloną rodzinkę z wyjazdu nad morze…

On: Pracuje jako agent ubezpieczeniowy w jednej z największych firm…Od poniedziałku do soboty…od rana do wieczora…

Ona: Gospodyni domowa dorabiająca sobie usługami fryzjerskimi…

On: Zarabia dobrze, całkiem nieźle jak na wiejskie warunki i polską rzeczywistość…

Ona: Swoje niewielkie w stosunku do Niego pieniądze próbuje odłożyć dla siebie. Kończy się to jednak tym, że kupuje coś do domu lub dokłada do życia.

Dzieci: Dwoje w wieku gimnazjalnym…

Wyjechali po wielkich namowach Pana Ciężko Pracującego całą rodzinką na trzy dni. Ona cała szczęśliwa, że dał się przekonać, On mniej ale też, bo w końcu i Jemu urlop się należy…Powinni wrócić opaleni, zadowoleni…

On: Gdy z portfela w pierwszy dzień uciekło parę stówek, bo: paliwo, nocleg, obiad…to już ryba przestała mu smakować – ta z obiadu 😉

Ona: Zobaczyła Jego minę, gdy z każdym dniem, godziną dobry nastrój się mu ulatniał, wprost proporcjonalnie do ubywających z portfela banknotów…

Wrócili…opaleni…

On do Niej: Widzisz, gdyby nie wyjazd miałabyś już szafkę do łazienki…

Ona do dzieci: Kupujemy skarbonkę i zbieramy przez cały rok na następne wakacje…bez Niego

Wypiłam kawę i wyszłam…o mało co nie z siebie ;))

Niemoc…

Z trudem otwieram oczy…
Ciężkie krople uderzają w okno dachowe…coraz intensywniej…Znowu dzień mnie budzi ponurym swym obliczem…a tak lubię, gdy promyk słońca wdziera się rankiem do sypialni…
Nie mam siły, ani ochoty wynurzyć się spod kołdry…Wyjść naprzeciw nowemu dniu…I ta cisza panująca w domu…taka rzadka od paru tygodni. Wprawdzie zagęszczenie na metr kwadratowy się trochę zmniejszyło (część tymczasowych domowników śpi w drugim domu), to tylko ranki są spokojne…Najchętniej zostałabym w łóżku, wsłuchując się w deszcz i czekając na słońce…
Jakaś niemoc mnie ogarnęła…
Zamykam oczy…
Czuję zapach kawy…coraz intensywniejszy…
Krzątaninę w kuchni…Zanim pomyślałam, już gorący kubek z tak dobrze znanym zapachem i smakiem był na wyciągnięcie ręki…
To nic, że lubię w letnie poranki pić na tarasie, to nic, że pogoda dziś mi to uniemożliwiła…To nic, że trochę ze mnie w ostatnich dniach powietrze uszło…Przejdzie, bo MUSI!
Pada …ale ja wiem, że znowu słońce wyjdzie :))).

Krzyk…

Słowa wyrzucone z szybkością karabinu maszynowego…

Potrzebne…niepotrzebne…?

Nie wiem…

Sen miał przynieść spokój i ukojenie.

Noc zapomnienie.

3.00 nad ranem…ból głowy i natarczywe bzyczenie komara nie pozwala spać…

A może to myśli kłębiące się w głowie…

Nie wiem.

Słyszę pianie koguta, powoli budzi się nowy dzień…Gdzieś w oddali szczekają psy, a ja usilnie próbuję zasnąć…

Nie myśleć…

4.50…daję za wygraną, zapalam światło i z butelką wody niegazowanej , pogryziona i zapuchniętymi oczami sięgam po jedną z książek…

Próbuję czytać…

Świeży powiew rześkiego powietrza wdziera się do sypialni…

Noc nie przyniosła spokoju…

Co przyniesie nowy dzień?…

Brak tytułu

Spory kawałek od głównej trasy, pośród lasu prowadzi droga do tego miejsca. Na początku jeszcze asfaltowa, a później już zwykła, leśna. Kiedyś leśniczówka położona w głuszy drzew, teraz ośrodek rekreacyjno-wypoczynkowy. Cisza i spokój…Pojechaliśmy tam w cztery pary świętować okrągłe urodziny mojej Przyjaciółki. Nawet jej mąż na tę okazję doleciał ;)) Gospodyni ośrodka przywitała nas szampanem i suto zastawionym stołem…Noc była gorąca i parna, więc po jakimś czasie przenieśliśmy się świętować na powietrze, gdzie czekał na nas stół z nakryciem…A później rozszalała się burza, pioruny, i błyskawice rozświetlały niebo…To jakby naturalne fajerwerki na cześć Jubilatki ;)…ale na moment było strasznie …Choć mieliśmy kierowcę gotowego nas porozwozić do domów, to ulegając urokowi miejsca i romantyzmowi sytuacji, wynajęliśmy pokoje ze śniadaniem. A w nocy szaleliśmy w basenie, aż deszcz nas wygonił do łóżek;))…
A tak to wygląda za dnia: