Szczęściara…

Niedawno zadane przez jedną z Przyjaciółek pytanie:” Czy doznałaś krzywdy od kogoś w życiu”, uświadomiło mi, że mam nieprawdopodobne szczęście do ludzi. Bo właściwie nie musiałam się nawet zastanawiać, by odpowiedzieć: NIE. Owszem jest ktoś, kogo wykreśliłam ze swojego otoczenia przez jego postępowanie, ale nie cierpiałam z tego powodu, nie zachwiało to mojej wiary, nie zburzyło zaufania do innych. Bo nie była to na tyle bliska mi osoba, żebym mnie zranić, pozostawić jakiś ślad. No może niesmak…
Moje dwie Przyjaciółki nie miały takiego szczęścia. Doznały krzywd właśnie od najbliższych, a przecież to właśnie takie rany pomimo zabliźnienia pozostają zawsze w sercu. I to one nie dają zapomnieć i w jakiś sposób rzutują na dalsze życie. Bo od bliskich oczekuje się wsparcia, zrozumienia, akceptacji…Gdy w zamian dostaje się gorzkie słowa, a nawet ciosy, to człowiek czuje się jak zranione zwierzę…Obrasta w kompleksy…Nigdy nie cierpiałam z powodu bliskich mi osób, nikt nigdy nie zawiódł mojego zaufania…nie dostarczył cierpienia. Przeciwnie, doznałam dużo miłości, cierpliwości i akceptacji…
Więc jestem szczęściarą.
Wiem…

Reklamy