LOT…

Właśnie nie spiesząc się, włączyłam komputer, bo wiem, że w skrzynce nie ma jeszcze emalii od Przyjaciółki. Nie ma…ale będzie! Ucałowałam, pożegnałam, pomachałam…i będąc już na urodzinach koleżanki, myśląc, że Ona już jest od 1,5 godziny „w górze,” dostaje telefon. Wyświetla mi się numer, który nie znam, ale początki cyfr powodują szybsze bicie serca. To Ona dzwoniła z lotniska, mówiąc, że awaria…już mieli wbić się w górę, jak ostro samolot zaczął hamować…Ogłoszono awarię, przy hamowaniu jeszcze złapali gumę, kazali wysiąść z bagażami podręcznymi. Wiem, jak bardzo się denerwowała, że tak długo będzie lecieć…Pierwszy raz zdecydowała się na LOT…stąd to ponad 9 godzin lotu…a tu jeszcze opóźnienie…Po godzinie dzwoni jeszcze raz, że wylecą o 21.30…to prawie 5 godzin opóźnienia…Informuję Jej męża dzwoniąc za ocean, by się dowiadywał już w na miejscu…Znowu patrzę na zegarek, myśląc, że już jest w górze, gdy dzwoni komórka z” numerem prywatnym”…Intuicyjnie czuję, że to Ona…potwierdza to się…jest w hotelu, jakiś pan umożliwił jej przedzwonienie…samolot dopiero wystartuje nazajutrz… Tzn. dziś…właśnie od godziny leci…SZCZĘŚLIWIE…innej opcji nie ma!