6 tygodni…

Czas nie stoi w miejscu…to każdy o tym wie. Ale ja mam wrażenie, że galopuje z ogromną prędkością. Dopiero co witałam Ją na lotnisku, a dziś Ją będę żegnała. Czas pożegnania nadszedł…6 tygodni minęło jak jedna chwila…radosna, cudowna, zwariowana …ale jedna chwila. Kuferek wspomnień naładowany po sam brzeg…Pięknych wspomnień…tych odgrzebanych i tych nowych… Jutro zejdę na półpiętro gdzie stoi komputer, usiądę z kawą przed monitorem i będę miała od Niej emalię…pisaną już pod „innym” niebem;)…Znowu internet i telefon będzie musiał nam wystarczyć na jakiś czas…Być może przyleci na święta…może ja polecę na wakacje…To plany…
Nie lubię pożegnań…