Pobudka…

Co jest skuteczniejsze od budzika lub dźwięku telefonu?? Własny pies…budzik można wyłączyć, a telefon w końcu przestanie dzwonić…Pies nie da za wygraną…przynajmniej nasz…Najpierw łapą szturcha, bym otworzyła oczy i gdy nieprzytomnie spojrzę na niego, to wtula swój łepek we mnie…zaczyna popiskiwać, a nawet szczekać…by po chwili wskoczyć na łóżko, a raczej na mnie…Dobrą chwilę się tak kotłujemy, bo już dałam za wygraną, że muszę wstać i o nieludzkiej porze rankiem 5.55 w SOBOTĘ! wypuścić go na dwór…Wstaję przy boku skaczącego z radości futrzaka, pierwsze kroki do łazienki…bo muszę ;))…a tu oczy pełne wyrzutu, oczywiście idzie ze mną, bo inaczej drzwi przez ten moment byłby już nadgryzione, skopane i co tam jeszcze…W końcu schodzimy na dół, ja ostrożnie a on tańcząc wokół mnie, nieraz podcinając mi nogi…i gdy na wpół śpiąco docieram do drzwi na taras i otwieram, nawet już na mnie nie spojrzy tylko sus…i już go nie ma…Ale co tam…wybaczam mu wszystko, ważne, że jest, bo ostatnio chorował i lekarz dawał tylko 50 % szans na wyzdrowienie…Cierpieliśmy razem z nim, więc teraz gdy znowu skacze, szczeka i budzi rankiem z wesołymi oczami jest dużo ważniejsze niż moje niewyspanie :)))

Zamiana miejscami…

Pozostawiona wiadomości na gg:
jest noc, a ja nie mogę zasnąć, bo ktoś tak głośno ogląda telewizję,że słyszę każde słowo. Ja tu zwariuję…

Wychowana w domu w wiejskim zaciszu, każdy hałas blokowy ją drażni. Cienkie ściany, za którymi toczy się czyjeś życie, czasami zbyt głośne. Mnie też kiedyś te odgłosy towarzyszyły, znam je, bo tyle lat mieszkałam w tym samym miejscu. Teraz do snu utula mnie cisza, przerwana czasami szczekaniem psów, budzi śpiew ptaków, a nie szum ulicy, hałas przejeżdżających samochodów i tramwai. Pamiętam moje pierwsze noce tu, ta cisza była przytłaczająca, to ona nie dawała zasnąć…jak teraz hałas miasta mojej córci..

Egzamin z…dojrzałości

Od niedzielnego popołudnia do wieczornych godzin wtorkowych Tuśka była sama w „wielkim mieście”. Pod opieką miała oba mieszkania, bo dziadki byli u nas na wsi, a za zadanie sprawować się grzecznie i chodzić do szkoły. Największe obawy miała babcia i wyrażała je co jakiś czas głośno: „Co Ona będzie jeść przez te dni…pewnie się zagłodzi „. No tak, dwa dni bez obiadków babcinych podtykanych pod sam nos, może odbić się na zdrowiu i wyglądzie nastolatki, która wprawdzie z gotowaniem jest na bakier, ale kupić sobie coś gotowego przecież umie. Moja mama cały czas żyje wspomnieniami jak to Tuśkę -niejadka. żeby nakarmić trzeba było z Nią jeździć windą lub tramwajami. Więc największym zmartwieniem babci samotnego pobytu wnuczki było jedzenie…No cóż ja miałam inne obawy…chata wolna, nawet dwie ;))..No, ale przecież ufam :))..

Niedziela- dostaję SMS-a, że dojechała…Ja zostawiam jej wiadomość na gg i spokojnie wychodzimy z mężem do znajomych…

Poniedziałek- rano sprawdzam gg nie ma żadnych wiadomości, więc „łapie ją ” na komórkę, akurat jest po pierwszej lekcji, słyszę gwar, wszystko jest ok. Po południu parominutowa rozmowa na gg. W mieście jest mąż, załatwia jakieś sprawy, nie miał czasu zajrzeć do Niej. O 22.28 wysyłam SMS-a „Śpisz grzecznie ?„..Dostaję odpowiedź:” Nie hahaha„…Hmmm no i patrzę w ekran telefonu nie wiedząc, co myśleć, próbuję coś napisać, w końcu rezygnuję…Ufam…

Wtorek- dzwonię przed 12-tą, ma okienko wtedy, znowu dostaję informację, że wszystko ok…Po szkole znowu krótka rozmowa na gg. W końcu 18.10 dziadki już w samochodzie jadą do domu…

Ulga…Egzamin chyba zdany…?

Sezon…

Sezon rozpoczęty…na śmierć …kalectwo…lub „wielkie szczęście”…Z soboty na niedzielę o 2-ej w nocy, 30 -latek jadąc na motorze w środku wsi „nie wyrobił” zakrętu i uderzył w drzewo. Śmierć poniósł na miejscu. Co roku, gdy zbliżają się wakacje i podczas samych wakacji w naszej miejscowości i okolicy dochodzi do śmiertelnych wypadków młodych ludzi. Przeważnie przez alkohol i głupotę. Ten w sobotę niczym się nie różnił…Najpierw szalał przed dyskoteką, szerząc popłoch, a pewnie u niektórych podziw, bo jakoś nikt się nie odważył zabrać mu kluczyki lub wezwać policję i w ten sposób uratować mu życie…Śmierć na własne żądanie…głupia śmierć…Szczęście, że pojedyncza…?

Sezon rozpoczęty…W lokalnych gazetach…w tv …coraz więcej będzie takich komunikatów…niestety…

Zapach, smak lata…

Zapach lata już czuć wokół, słońce mocno przygrzewa nawet wtedy, gdy nie jest upalnie. Zapach kwiatów, skoszonej trawy…truskawek-pierwszych owoców lata. Zieleń już jest intensywniejsza niż parę tygodni temu, śpiew ptaków głośniejszy… I ten słodki smak, bursztynowy kolor, lepki, gęsty, pachnący…pierwszy miód w tym roku. W domu, w ogrodzie gwarno jak w ulu, tyle osób się zjechało…i to brzęczenie pszczół niezadowolonych, że coś im się zabiera. Weekend pod znakiem wirowania…Słodki weekend z zapachem mojego lata;)

Różnica pokoleń…

Gdy była malutka, ich relacje były takie naturalne i nieskomplikowane. Nosił ją na rękach, potrafił nakarmić, przewinąć i…zrozumieć jej potrzeby. Ona ufnie tuliła się do niego, wdrapywała się na kolana z uśmiechem na buzi, wkładała swoją małą dłoń w jego. Bardzo lubi dzieci, a dzieci odwzajemniają mu się swą sympatią. Zawsze ma z nimi dobry kontakt. Z tymi małymi, a i z większymi też, tyle że z obcymi. Mam wrażenie, że chciałby zatrzymać czas, żeby własna córka na zawsze pozostała jego małą dziewczynką. A ona dorasta i coraz bardziej ich drogi się rozchodzą…

W jednym z programów w „Rozmowach w Toku” był poruszany temat związków młodych dziewcząt ze starszymi mężczyznami. Zainteresował mnie między innymi dlatego, że wypowiadała się matka dwóch córek. Jedna w wieku 15-lat poznała chłopaka o 7 lat starszego i obecnie jest z nim w związku pięć lat, a jej siostra też w wieku 15-lat poznała mężczyznę o 14 lat starszego i była już z nim dwa lata. Dyskusja w studio było dość gorąca, ale mnie właściwie zaintrygował spokój, pełne zaufanie tej matki do córek i ich partnerów. Żadnych obaw i pełna akceptacja od samego początku. Zaskoczenie…szok..I nie tyle tym, że między nimi jest taka różnica wieku, tylko szok spowodowany reakcją matki i jej wypowiedziami. Bo ja mam obawy, choć akceptuję. Bo moja Tuśka właśnie „zaprzyjaźniła się”z chłopakiem o 7 lat starszym. Fakt, że jest prawie dwa lata starsza, niż tamte dziewczyny zaczynały swe związki, jednak to nie zmienia faktu, że obawy we mnie tkwią. Chłopak jest z naszej miejscowości. Kończy jeden kierunek, a w mieście gdzie córcia się uczy, jest na pierwszym roku drugiego kierunku. Miły, sympatyczny, ale to nie zmienia faktu, że jest już dorosłym mężczyzną. I choć mam zaufanie do Tuśki, to jednak taka różnica wieku, gdy ona jeszcze nawet nie jest pełnoletnia, trochę mnie przeraża. Chyba najbardziej z tej sytuacji zadowolona jest babcia, a moja teściowa, bo zna „delikwenta”, a przede wszystkim jego rodziców. I jak sama powiedziała, że złego słowa nie może powiedzieć- i tu pochodzenie bierze „górę ” nad emocjami ;)). Najmniej zadowolony jest tatuś, który nie zaakceptuje żadnego chłopaka, twierdząc, że z obcymi to ona całować się nie będzie. Przecież nie będę adoptować jej chłopaka ;), zresztą Tuśka stwierdziła, że rodzinie to ona podziękuje;)…ale nie skorzysta ;))…oczywiście chodzi o całowanie.

Pewnie każdy rodzic wolałby, żeby jego latorośl jak najdłużej pozostało dzieckiem pochłoniętym nauką i niewinną zabawą, a nie osobnikami płci przeciwnej. Ale kiedyś ten moment nadchodzi i to zawsze „za wcześnie” dla nas rodziców. Jednak ja pamiętam, jaka byłam i co robiłam w jej wieku i może dlatego łatwiej jest mi się pogodzić z pewnymi faktami. Wydaję mi się, że mój mąż zapadł w tej kwestii na ciężką amnezję…

Zbliżają się wakacje i już czuję, że będą problemy…